Zabiła Miłoszka, teraz wyszła z aresztu

Anna M. (37 l.) z Kramska (woj. wielkopolskie) była postrzegana przez otoczenie jako kochająca i oddana matka. Do czasu, aż sięgnęła po nóż i zadała swoim synom ciosy nożem, prosto w serce. Starszy syn kobiety, 8-letni Miłosz, nie przeżył straszliwego ataku ze strony ukochanej matki. Anna M. po wszystkim próbowała popełnić samobójstwo, ale nie udało jej się to. Trafiła do aresztu. Teraz została z niego przeniesiona do szpitala psychiatrycznego.

Do tej potwornej tragedii w kochającej się, spokojnej rodzinie z Kramska doszło na początku czerwca. 37-letnia Anna M. nagle sięgnęła po nóż i zadała swoim synom – 8-letniemu Miłoszowi i 5-miesięcznemu Patrykowi – po jednym ciosie w klatkę piersiową. Później sama ugodziła się trzykrotnie nożem. Starszy syn kobiety nie przeżył. Obrażenia Patryka okazały się na szczęście niezagrażające życiu. Niemowlę trafiło do poznańskiego szpitala, a jego matka na oddział w Koninie.

Kobieta usłyszała zarzut zabójstwa 8-letniego Miłosza i usiłowania zabójstwa 5-miesięcznego Patryka. Nie przyznała się do winy. Anna M. trafiła na oddział psychiatryczny poznańskiego aresztu. Teraz, jak donosi “Radio Poznań”, została z niego wypuszczona. 

– Z uwagi na stan zdrowia, prokurator prowadzący postępowanie uchylił zastosowany wobec tej osoby areszt i osoba ta – w trybie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego – została umieszczona w zakładzie leczniczym. Postępowanie jest nadal w toku, kobieta ma przedstawione zarzuty, konieczne są opinie biegłych, co do obrażeń ciała, które zadała ofiarom, może wejść w grę zmiana zarzutów – to wszystko kwestia ustaleń poczynionych w toku postępowania. Sam fakt pogorszenia stanu zdrowia opóźnia wykonanie pewnych czynności, ale postępowanie jest w toku – informuje “Radio Poznań” Aleksandra Marańda, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Koninie.

“Radio” informuje także, że 5-miesięczny Patryk opuścił już szpital i razem z tatą wyjechał w jego rodzinne strony.

Motywy postępowania Anny M. wciąż nie są znane. Wiadomo jedynie, że kobieta zostawiła na miejscu zbrodni list pożegnalny, w którym napisała, że nie mogła poradzić sobie z chorobami dzieci.

(Źródło: Radio Poznań)