Wzruszająca historia „Kamyczka”, chłopca którego nikt nie chciał pochować

Mały, bezbronny chłopiec, którego nikt nie chciał pochować. Rodzice zostawili go tuż po narodzinach, a rodzice zastępczy nie chcieli go nawet odwiedzać.

Kamyczek, bo tak nazwali malucha wolontariusze z hospicjum Gajusz, odszedł zaledwie po 7 tygodniach życia.

Kiedy Kamyczek zmarł, nikt nie chciał go pochować. To łamiąca serce historia. Z pewnością nie jest to artykuł dla ludzi wrażliwych i o słabych nerwach.

Wiosną tego roku na świat przyszedł Kamilek. Już od samego początku skazany był na samotność. Leżał sam na sali noworodków, zawinięty w szpitalny koc. Nikt go nie odwiedzał, ani nikt się nim nie interesował.

Kamyczek cierpiał na liczne choroby neurologiczne. Prawdopodobnie to przestraszyło jego biologiczną mamę, która uciekła, zostawiając malucha samego w szpitalu. Nie potrafiła sobie z tym wszystkim poradzić i opuściła dziecko.

Niestety również rodzina zastępcza chłopczyka nie mogła zająć się maluszkiem. Umieścili Kamilka w hospicjum. Jego stan był zbyt ciężki, by zabrać go do domu. Chłopiec często płakał, był niespokojny i bardzo cierpiał.

Jak powiedziała Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, Prezesa Zarządu w Fundacji Gajusz w rozmowie z Wyborcza.pl:

– „Na początku jakby bał się dotyku. W szpitalu nikt go do niego nie przyzwyczaił. Ale szybko dał się ukochać i utulić przez nasz zespół. Stał się ulubieńcem pielęgniarki Ewy.”

To właśnie ta wspaniała kobieta dała mu namiastkę miłości, na którą przecież zasługuje każde dziecko. Nareszcie był w ramionach osoby, dla której był ważny. Kobieta nadała mu ksywkę”Kamyczek”, bo był bardzo mały.

Kilka tygodni później, 27 czerwca, chłopiec zmarł. Żył tylko 7 tygodni.

Rodzice, krewni, rodzina zastępcza… nikt nie chce pochować malucha. Pracownicy hospicjum sami zorganizowali dziecku ostatnie pożegnanie. Na jego pogrzebie zebrali się wszyscy wolontariusze, ale tylko jeden z nich regularnie odwiedza grób Kamyczka – to pani Ewa.

O historii chłopca usłyszała artystka z Łodzi, Dominika Sadowska, która za darmo zaprojektowała dla niego nagrobek. Wyjątkowy, specjalnie dla niego. Sama była mamą, więc los Kamyczka bardzo ją poruszył.

Problemem okazało się sfinansowanie wykonania projektu. I tu stało się coś nieprawdopodobnego!

Mieszkańcy Łodzi sami zebrali pieniądze i to w jeden wieczór! Gdy fundacja umieściła zbiórkę na swoim profilu na Facebooku, nikt nie spodziewał się, że tak szybko się zakończy.

Maleńki grób Kamila można odwiedzić na cmentarzu Wszystkich Świętych w Łodzi. Znajduje się w kwaterze 21a, rząd 6, miejsce 6.