Wyjechała. Druzgocące reakcje po decyzji Adamowicz

Magdalena Adamowicz zabrała córki do USA. Nie pozwalają jej przeżywać straty po swojemu
Internauci nie mogą zrozumieć, jak kobieta, która dopiero co straciła męża, może tak szybko wyjechać z kraju i wrócić do codziennych obowiązków. Po raz kolejny skrytykowali Magdalenę Adamowicz, nie stroniąc od dosadnych komentarzy.

Jest nieszczera, cwana i sprytna, nie płacze po śmierci męża, udaje przed kamerami i obiektywami aparatów – tak internauci zareagowali na wiadomość o wyjeździe Magdaleny Adamowicz do USA. Po raz kolejny zarzucili jej, że “niewłaściwie” przeżywa żałobę, ironizując i nazywając ją “bidulką”.

Jak dowiedział się “Fakt”, żona zmarłego Pawła Adamowicza wyjechała z córkami do Los Angeles, gdzie na co dzień uczy się 16-letnia Antonina. To tam rodzina Adamowiczów spędziła ostatnie święta Bożego Narodzenia i Sylwestra.

– To dla mnie bardzo ciężkie chwile. Postanowiłam z córkami wyjechać do Stanów Zjednoczonych, tam znajdziemy spokój – mówiła wdowa po Pawle Adamowiczu w rozmowie z dziennikarzami.

Zapowiedziała jednak, że wróci do Polski w kwietniu, czyli wtedy, kiedy upływa ostateczny termin zgłaszania list kandydatów w wyborach do europarlamentu. Wielu zastanawia się, czy powrót w tym terminie to jedynie chęć spędzenia Wielkanocy w rodzinnym gronie, czy zapowiedź politycznych planów.

Po śmierci Pawła Adamowicza na jego żonę i córki spadła fala krytyki. Pod publikacjami w sieci pojawiały się komentarze sugerujące, że Magdalena Adamowicz źle przeżywa żałobę. “Gdzie u niej pokora?” – pytali wtedy internauci. Zarzucano jej, że się uśmiecha, że ma zbyt mocny makijaż. Że każde publiczne wystąpienie to show, mające przyciągnąć uwagę “widzów”.

“Krąży po necie filmik, jak dziewczynki na pogrzebie świetnie się uśmiechają… Uwaga dla myślących” – przypomniał internauta w komentarzu pod tekstem o wyjeździe Adamowicz z córkami z Polski. Jednak czy ocenianie żałoby – już po raz kolejny – nie jest przekroczeniem granic? Czy ktokolwiek ma do tego prawo?

Ewa Woydyłło-Osiatyńska broni Magdaleny Adamowicz. W rozmowie z WP Kobieta psycholożka podkreślała, że “strata jest uniwersalnym doświadczeniem każdego człowieka”, jednak nie ma jednego uniwersalnego sposobu radzenia sobie z nią. Po każdej stracie przeżywamy żałobę – za każdym razem może ona wyglądać inaczej.

– Uważam, że wszyscy, którzy to krytykują, mają coś takiego, co nazywa się złą wolą. Wszyscy znamy to uczucie. Wystarczy, że się pani pięknie ubierze, np. na wesele swojej koleżanki albo na przyjęcie do cioci Marysi. I będzie na tym przyjęciu ktoś, kto pani nie lubi, bo ma pani lepszą pracę, jest ładniejsza czy ma inne walory. Natychmiast powie: “Ale się wypindrzyła!” – mówiła Woydyłło-Osiatyńska.

Psycholożka opowiedziała, że gdy sama przechodziła żałobę, wszyscy wokół pytali, jak sobie radzi. Przyznała, że gdyby nie pisała wtedy książek, zwariowałaby. Tak samo żona Pawła Adamowicza ma nie tyle prawo, ile obowiązek wyrażania uczuć w sposób, jaki sama uzna za stosowny.

– Inna mogłaby się rzucić z okna. I co, fajnie by było? A jeszcze inna zaczęłaby pić nocami. Kolejna wpadłaby w depresję i byłaby zombie do końca życia – podsumowuje.

“Mi jak zmarła żona, to miałem potrzebę być na grobie, zapalić świeczkę, pomodlić się. Ale mieszkaliśmy razem. A nie, widzieć się na święta z prezentem dla dzieci, jakąś walizką dolarów na otarcie łez” – napisał kolejny internauta, krytykując nie tylko zachowanie wdowy, ale i jej relację z nieżyjącym mężem. To chyba najlepszy przykład “złej woli”, o której mówiła Woydyłło-Osiatyńska. Kontrowersyjny i całkowicie zbędny.