Ujawniamy, jak Marcel z Ząbkowic zamordował rodzinę. Wstrząsające szczegóły!

To był atak szaleństwa czy zaplanowane z zimną krwią potrójne zabójstwo? Morderstwo w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie) wymyka się wszelkim schematom. Spokojny, bezproblemowy chłopak, wychowany w atmosferze miłości w dostatniej rodzinie, chwyta za siekierę i morduje rodziców oraz młodszego brata. Przebieg tragedii, który zrekonstruowaliśmy, wskazuje jednak, że Marcel C. (18 l.) działał z rozmysłem.

Do tragedii doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Marcel poczekał, aż rodzice, Katarzyna (+48 l.) i Tomasz (+48 l.), pójdą spać. Około godz. 1 wziął siekierę, zakradł się do ich sypialni. Zadał ciosy. Ile? Jeszcze nie wiadomo, ale było ich sporo. Później przeszedł do pokoju brata, ledwie 7-letniego Kacperka. Tam dopełnił przerażającego dzieła. Nie uciekł, nie próbował popełnić samobójstwa…

Przetrząsnął pomieszczenia w poszukiwaniu pieniędzy trzymanych przez rodziców. Znalazł ok. 10 tys. zł w różnych walutach. Zabrał je i poszedł za dom. Tam próbował spalić zakrwawione ubranie i ukryć siekierę. Tam też schował pieniądze, bo zgodnie z planem, miał za nie uciec za granicę, gdzieś poza Europę.



Wrócił i zaczął demolować pokoje. Chciał upozorować włamanie i skierować śledczych na trop bandytów, którzy rzekomo wdarli się do środka i wymordowali wszystkich, których zobaczyli. On sam wszedł na dach i zadzwonił na policję. Powiedział, że ukrył się tam przed włamywaczami i dlatego przeżył.