„Udawałam martwą, aby przeżyć. Kiedy otworzyłam oczy, leżałam pobita i zgwałcona.”

To, co miało być zabawną nocą w Madrycie, miało przerażający finał. Andrea była pod wpływem alkoholu i znalazła się samotna i bezbronna na dworcu autobusowym w nocy.

Kobieta razem z koleżankami poszła do klubu. Nie spodziewała się, że dojdzie do takiej tragedii.

„To będzie trudne do odczytania dla tych z was, którzy mnie znają, ale potrzebuję was wszystkich, abyście usłyszeli, co mnie spotkało.

Mieszkam w Madrycie od 6 miesięcy i w zeszły weekend odwiedziły mnie przyjaciółki. Wyszłyśmy z domu, ponieważ chciałam im pokazać miasto. Byłyśmy pijane, a kiedy opuściłyśmy ostatni bar, rozdzieliłyśmy się. Próbując dostać się do domu, wsiadłam do niewłaściwego autobusu, który zabrał mnie na koniec linii w nieznanym miejscu.

Byłam ostatnią osobą, która wyszła z autobusu. Wszyscy wysiedli wcześniej. Usiadłam na ławce przy przystanku, aby pomyśleć, co mogę zrobić, aby dostać się do domu.

Ze mną wysiadł z autobusu tylko jeden facet. Widział, że jestem zagubiona i zmartwiona. Usiadł obok mnie i zaoferował mi pomoc. Była czwarta nad ranem, a żaden autobus już nie jeździł. Potrzebowałam pomocy i ten człowiek zapewnił mnie, że pomoże mi wrócić do domu. Nie jest dla mnie do końca jasne, co stało się dalej, ale gdy tylko zaczęłam zdawać sobie sprawę, że mogę być w niebezpieczeństwie, próbowałam odejść, ale ten człowiek stał się gwałtowny i napastliwy.

Kiedy walczyłam, zaczął mnie bić. Krzyczałam i walczyłam z całych sił. Rozpaczliwie próbowałam sięgnąć po telefon, ale zawołał po hiszpańsku: „Mam twój telefon, nikogo nie wezwiesz”.

Uderzał mnie w twarz w kółko, aż nie mogłam już walczyć. Nie mogłam już krzyczeć. Ledwie widziałam, bo miałam krew w oczach. Byłem pewna, że mnie zabije. W końcu zamknęłam oczy. Z nadzieją, że przestanie mnie bić, udawałam, że jestem martwa. Modliłam się, że kiedy otworzę oczy, on zniknie. Nie wiem, ile czasu minęło, zanim w końcu otworzyłam oczy, ale kiedy to zrobiłam, zniknął. Zgwałcił mnie i zniknął.

Oślepiona krwią i ciemnością usiadłam i zaczęłam zbierać moje rzeczy. Legginsy były owinięte wokół butów, uniemożliwiając mi stanie. Dopiero gdy je zdarłam, mogłam iść.

Biegłam boso ulicą, krzycząc z całych sił. Machałam gorączkowo, a mimo to przejechały obok mnie 3 lub 4 samochody. W końcu jeden z nich zatrzymał się. Podbiegłam do niego, krzycząc. Krew pokrywała moją twarz, włosy i kurtkę. On zadzwonił po pogotowie i próbował mnie uspokoić, kiedy czekaliśmy na ich przybycie. Zostałam wysłana do szpitala. Sama. Przerażona. I nie mogłam się z nikim kontaktować przez wiele godzin.

Personel szpitala potraktował sytuację bardzo poważnie. Natychmiast otrzymałam pomoc. Mój nos złamał się w 4 miejscach. Miałam siniaki i zadrapania pokrywające moje ciało.

Ostatnie dni pamiętam jak przez mgłę – wizyty lekarskie, szpital, prawnik i policja. Madrycka policja była niewiarygodnie pomocna przez cały ten proces. Sprawili, że moja sprawa stała się priorytetem. Poprosili mnie, abym wróciła na miejsce zbrodni, gdzie zidentyfikowałam dokładną lokalizację ataku. Tam znaleźliśmy trochę moich rzeczy i moją krew na płocie. Zabezpieczono wszelkie dowody.

Dziś rano spojrzałam w jego oczy. Złapali go. Oglądałam także nagranie z kamer w autobusie. Obserwował mnie, gdy jechałam. Mógł mnie zabić. W kałuży własnej krwi zostawił mnie w ciemności – zaledwie 20 kroków od głównej drogi. Myślał, że nie żyję. Ale przeżyłam.

Jedyną emocją, jaką udało mi się wygenerować, jest ulga. Ogromna ulga, że żyję. Nie jestem w stanie tego opisać.

Proszę. Do każdej kobiety, którą znam, i do każdego mężczyzny, który ma matkę, siostrę, córkę, żonę lub przyjaciółkę. Proszę je przytulić i zapewnić, że zawsze będziecie je chronić. Zrozumcie, że takie rzeczy się dzieją…

Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego może mi się przydarzyć. Podróżuję sama od wielu lat. Jestem silna, inteligentna i niezależna. Nic z tego nie ma znaczenia, gdy jesteś na łasce człowieka, który chce cię skrzywdzić. To jest prawdziwe. Tak się stało. To się zdarza. I niestety nadal będzie. Ale proszę, nie myśl, że to nie może Ci się przydarzyć. Otaczają mnie tacy cudowni, silni, kochający ludzie, którzy okazali mi tyle wsparcia. Ich słowa i miłość dały mi tyle siły.

Nie pozwolę temu bydlakowi złamać mego ducha. Ta noc mnie nie zdefiniuje.

Nie pozwolę temu mężczyźnie pozbawić mnie mojej niezależności jako kobiety. Ale wszystko zmieni się dla mnie. Nigdy więcej nie będę piła do momentu, w którym stracę czujność. Ale te okropne rzeczy zdarzają się kobietom przez cały czas. Kiedy są pijane, ale też kiedy są trzeźwe. Gdy wracają z pracy lub idą na uczelnię. Gdy są pozornie bezpieczne w Uberze lub wychodzą z domu. Nikt z nas nie jest niepokonany i wiem o tym teraz.

Jak możemy zapobiec tym zdarzeniom? My, jako kobiety, nie możemy. To zależy od mężczyzn, którzy naprawdę muszą zrozumieć, co to znaczy szanować kobiety. Kobiety nie są przedmiotami, nie jesteśmy tutaj, aby zostać wziętymi, wykorzystanymi i odrzuconymi. Nie możemy żyć w strachu, nie możemy pozwolić, by zło wygrało. Niech ta wiadomość daje ci siłę, a nie zniechęca.

Mam tak wielkie szczęście, że teraz to piszę. Ogarnia mnie ulga, a jeszcze więcej poczucie odpowiedzialności za dzielenie się moją historią. Mówię w imieniu każdego, kto doświadczył tego piekła – i w imieniu tych, których głosy zostały uciszone. Ta historia mogła zakończyć się tragicznie, ale żyję i mówię Wam o tym.”