Tragedia w Świnoujściu. Chwilę przed wypadkiem wysiadł z auta. Para 15-latków nie żyje

Nastolatkowie nie mieli szans. Ich auto wyłowiono z wody
Dramat w Świnoujściu! Trójka nastolatków „kręcąca bączki” samochodem na nabrzeżu portowego kanału wpadła do wody. 15-letnia Amelia i Oliwier utonęli. Ich kolega zdołał się wydostać z tonącego volvo o własnych siłach.

– Zobaczyłem ich po godzinie 18, przejeżdżali bardzo blisko mnie – wspomina wędkarz Wiesław Szatkowski (57 l.), który w tym czasie łowił ryby w pobliżu przeprawy promowej na Karsiborzu. – Jechali bardzo niepewnie. Autem kierowała drobna blondynka, siedziała najprawdopodobniej na kolanach chłopaka. Gdy dojechali do końca nabrzeża, skręcili i wjechali wprost do Kanału Piastowskiego – opisuje.

W aucie było troje nastolatków. Jeden z nich zdołał wydostać się z samochodu, a potem wspiął się po drabince na 2-metrowe nabrzeże. – Dobiegłem do niego. Powiedział, że w aucie są jeszcze uwięzione dwie osoby – opisuje wędkarz. Na miejsce wypadku jako pierwsi dotarli nurkowie, którzy pracowali akurat w pobliżu przy pogłębianiu toru wodnego. Do akcji ratunkowej włączyła się również Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa. Przypłynął też statek do badania dna.

Po wyciągnięciu na brzeg nastolatków podjęto próbę reanimacji, ale niestety nic już nie dało się zrobić. – W tej chwili trwa ustalenie, skąd nastolatkowie wzięli samochód – wyjaśnia rzecznik prokuratury Joanna Biranowska-Sokalska. Jak wynika z naszych informacji zanim samochód wpadł do wody, wysiadł z niego czwarty nastolatek. – Chłopiec, który się uratował, powiedział, że chwilę przed wypadkiem ich kolega poszedł w krzaki za potrzebą – mówi Wiesław Szatkowski.