To przeklęte miejsce. Cztery martwe noworodki i głowa Kasi w reklamówce

Makabryczna zbrodnia we wsi Ciecierzyn obudziła stare demony. Przed domem miejscowej przedszkolanki znaleziono zakopane ciała trójki noworodków. Czwartego Aleksandra J. miała udusić i próbować spalić w piecu. Mieszkańcy wsi i pobliskiego miasteczka Byczyna przypominają o koszmarnym morderstwie, które dwie dekady temu sparaliżowało strachem całą okolicę. Wtedy znaleziono tam odciętą głowę dziewięcioletniej Kasi. – To przeklęte miejsce. Przyciąga potwory w ludzkiej skórze – mówią nam mieszkańcy.

Ciecierzyn to miejscowość, jakich w Polsce wiele, ale to właśnie tam stoi prawdziwy “dom zły”. Mieszka w nim 27-letnia przedszkolanka Aleksandra J. Przed domem policjanci wykopali z ziemi kilka ciał noworodków. Ostatnie dziecko Aleksandra miała udusić w reklamówce.

O tym przerażającym odkryciu mówią dziś w okolicy wszyscy. W Ciecierzynie i pobliskiej Byczynie każdy przecież zna każdego, wszyscy są znajomymi. W sklepach, autobusach i na podwórkach nie mówi się o niczym innym niż o przedszkolance i jej partnerze – kierowcy ciężarówek. I o zwłokach dzieci. Wspomina się też inną zbrodnię.

– Ten horror obudził stare wspomnienia. Bo u nas takie zbrodnie zdarzają się co jakiś czas. To złe miejsce – opowiada mieszkanka Byczyny w rozmowie z Fakt24. 

W Byczynie i Ciecierzynie ludzie przypominają dziś historię 9-letniej Kasi zgwałconej i brutalnie zamordowanej przez Krzysztofa P.

Przerażająca zbrodnia

– To było w październiku 1996 roku. Jak na jesień było wtedy bardzo ciepło – wspomina nasza rozmówczyni. 9-letnia Kasia wyszła wtedy z domu do szkoły. Zaginęła bez wieści.

Szukali jej wszyscy – policja, mieszkańcy. Przeczesywali pola i lasy. Kasię znaleźli harcerze, którzy włączyli się w akcję poszukiwawczą. Odcięta głowa dziewczynki była zawinięta w reklamówkę. Kolejne części ciała rozrzucono w foliowych torbach po okolicy.

– Wszyscy baliśmy się wychodzić z domu. Również nastolatkowie, a nawet dorośli. Dzieci do szkoły odprowadzali rodzice, a po zmroku nikt nie wychodził na zewnątrz. Taki był strach przed wampirem – opowiada w rozmowie z FAKT24 jedna z mieszkanek, która dobrze pamięta poszukiwania ciała Kasi i to, co działo się potem.

Mordercę nazwano Wampirem z Byczyny. Szukali go wszyscy policjanci w okolicy. Na trop Krzysztofa P. skierowali ich sąsiedzi, którzy przypomnieli sobie, że widzieli mężczyznę z reklamówką, taką samą jak ta, w której znaleziono głowę Kasi. To był strzał w dziesiątkę. Wampir został zatrzymany. Mieszkał w tej samej kamienicy, co rodzina Kasi.

Okoliczności zbrodni okazały się jeszcze gorsze niż wcześniej sądzono. W czasie, gdy mieszkańcy Byczyny i Ciecierzyna szukali Kasi w lasach i na polach, dziewczynka leżała związana na podłodze w łazience Krzysztofa P. Wampir porwał ją i zgwałcił. Po zaspokojeniu swojej chorej żądzy, przestraszony rozmiarem poszukiwań, zamordował Kasię i pociął jej ciało piłką do metalu. Rozrzucił je potem po okolicy. 

– I zrobił sobie przerwę na piwo – dodaje nasza rozmówczyni. Opowiada, że Krzysztof P. z torbą kryjącą zwłoki Kasi zatrzymał się pod miejscowym sklepem, gdzie spokojnie sączył piwo z butelki.

Na pogrzebie Kasi stawiła się cała okolica – trzy tysiące osób. W szkole, do której chodziła dziewczynka powieszono flagę z żałobnym kirem. Wyrok na mordercę zapadł szybko – już w sierpniu 1997 roku przed sądem w Opolu.

Chronią go w więzieniu

Krzysztof P. prosił sąd o karę śmierci. Jednak w Polsce obowiązywało już wtedy moratorium na jej wykonywanie. Wampir dostał wyrok dożywocia.

– Jedna rzecz mnie tylko pociesza, że jego ręka nie dotknie już więcej żadnego dziecka – powiedziała wtedy mama Kasi opuszczając salę rozpraw. 

Krzysztof P. udzielił potem wywiadu Edwardowi Miszczakowi z TVN, który prowadził program “Cela nr.” opowiadający o polskich zbrodniarzach. Wampir z Byczyny żalił się wtedy dziennikarzowi, że w więzieniu nie jest bezpieczny i strażnicy muszą chronić go przed zemstą ze strony innych skazanych. – Trzeba być ostrożnym, uważać – mówił. Bał się, że ktoś “podejdzie i palnie go w łeb”.

O swojej ofierze mówił z kolei, że na jej miejscu mógł być każdy. Twierdzi, że był w złym stanie psychicznym i mógł zamordować kogokolwiek. – Stało się najgorsze, że to było dziecko – powiedział. Dodał, że “Kasia znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze”.

Wampir z Byczyny na szczęście wciąż siedzi za kratami. Ale pamięć o jego zbrodni znów wróciła do jego rodzinnej miejscowości. 

– Dziś dawne demony ożyły. Po wiadomości o martwych dzieciach w Ciecierzynie wszyscy przypomnieliśmy sobie historię Kasi. Co jest w tym miejscu takiego, że giną tutaj ci najbardziej bezbronni? – zastanawia się nasza rozmówczyni.

Przedszkolanka Aleksandra J. z Ciecierzyna-Piekła na razie usłyszała zarzut zabójstwa jednego dziecka. Prokuratura najpewniej postawi jej kolejne zarzuty.

Wideo. Seryjny zabójca, który nienawidził kobiet