Studentka spaliła swoją córeczkę w piecu i poszła na wesele

Kiedy poczuła, że zaraz będzie rodzić, Agata F. (22 l.) z Majdana Kozłowieckiego (woj. lubelskie) wzięła środek psychotropowy i poszła do łazienki. Po pół godziny do wypełnionej wodą wanny przyszła na świat jej córeczka. Ale studentka spod Lublina nie przytuliła maleństwa do piersi tylko zawinęła w ręcznik, plastikowy worek, włożyła do pieca i dzień później spaliła. Potem poszła bawić się na wesele…

Młoda kobieta kończyła studia, była od paru miesięcy zakochana z wzajemnością. Ale o ciąży narzeczonemu nie powiedziała. – To była kobieta mojego życia. Mówiłem jej, że chcę się z nią ożenić, mieć dzieci – zeznawał w sądzie Rafał M. (27 l.) zmartwiony chłopak oskarżonej.

Ale z bliżej nieznanych powodów studentka III roku lubelskiej uczelni nie powiedziała nikomu, że jest w błogosławionym stanie. Przytyła i bliscy dopytywali się czy nie spodziewa się dziecka. Agata F. za każdym razem zaprzeczała. Makabryczna prawda wyszła na jaw pod koniec czerwca ubiegłego roku, kiedy doszło do domowego porodu a potem spalenia noworodka. Dzień po porodzie dziewczyna poszła na wesele, wtedy jej wstrząśnięci rodzice znaleźli zwęglone szczątki maleństwa i zawiadomili policję. Dzieciobójczyni trafiła do aresztu. Grozi jej dożywocie.

W środę ruszył proces Agaty F., która przed sądem przekonywała, że nie zamordowała maleństwa. – Dziecko urodziło się martwe, nie zabiłam go. Przyznaję się tylko do podpalenia. Żałuję tego co się stało – powiedziała na pierwszej rozprawie młoda kobieta.