Sąsiadka z piekła rodem. Boi się jej cała wieś

Wioletta M. (49 l.) sprawia wrażenie miłej, pogodnej sąsiadki. Niestety to tylko pozory. Gdy wychyli kilka głębszych wstępuje w nią jakiś czort! “Bawi” ją wtedy w podpalanie swego mieszkania i przedmiotów, jakie inni mieszkańcy trzymają na klatce schodowej. – Boimy się, że i nas spali – drżą ze strachu lokatorzy domu w Świerznie (woj. zachodniopomorskie).

– Przez nią już dwa razy w ostatnich miesiącach przeżywaliśmy istny horror! Musieliśmy uciekać w nocy z dwójką małych dzieci, po tym, jak robiła ognisko u siebie w mieszkaniu. Co gorsza, raz puściła nasz wózek z dymem – opowiada roztrzęsiony Rafał Leder (26 l.) ściskając narzeczoną. Po każdym pożarze policjanci wyciągali Wiolettę M. z krzaków przy domu, gdzie chowała się zaraz po zaprószeniu ognia!

To jednak nie wszystkie niecne czyny sąsiadki grozy. – Kilkakrotnie rzucała w nasze drzwi butelkami po wódce – mówi pan Rafał. Jak ustalili śledczy, rzucała się też pod koła przejeżdżających przez wieś samochodów, wywołując paniczną reakcję kierowców.

Bezradność służb, które nie mogą sobie poradzić z agresywną kobietą, poraża. Sprawa podpalenia wózka została umorzona, ze względu na niską szkodliwość czynu! Szokuje uzasadnienie decyzji: prokuratura z Kamienia Pomorskiego uznała, że pożar nie stworzył wielkiego zagrożenia, bo w budynku przebywało tylko 5 osób!

Po podpaleniach swojego mieszkania Wioletta M. trafiała na przymusowy odwyk. Zawsze jednak uciekała i wracała do domu. Teraz, po ostatnim spaleniu mieszkania, przeprowadziła się do matki i tam ją zastaliśmy. – Z alkoholem nie mam problemu. Pije wtedy gdy chcę, a gdy nie chcę, to nie piję – wyznała.