Pogrzeb ośmiu ofiar wybuchu w Szczyrku. Ten widok rozdziera serce

Ten dzień Szczyrk (woj. śląskie) zapamięta na długo. Serca mieszkańców miasteczka przepełnione są smutkiem. Traumę po tragedii sprzed ponad dwóch tygodni zastąpiło niewyobrażalne przygnębienie. Widok urn z prochami ofiar wybuchu gazu na ul. Leszczynowej wyciska łzy i uzmysławia, że nikt nie zna dnia i godziny. Trudno, by podczas pogrzebu żałobnicy nie stawiali sobie tego strasznego pytania o logikę wyroków opatrzności. Dlaczego musieli zginąć dobrzy, niewinni ludzie? Dlaczego eksplozja gazu uśmierciła całą ośmioosobową rodzinę i dlaczego okrutny los pozbawił życia aż czworo dzieci? O tym, co przeżywają teraz ludzie w Szczyrku, mogą świadczyć tłumy, które pojawiły się przed czwartkowym południem w kościele pw. św. Ap. Piotra i Pawła. Oto relacja z pogrzebu ofiar wybuchu gazu w Szczyrku.

Równo w południe rozpoczęła się msza pogrzebowa ofiar wybuchu gazu w Szczyrku. Tragedia, która wydarzyła się wieczorem 4 grudnia wstrząsnęła Polską, ale najbardziej przeżyli ją oczywiście sąsiedzi i bliscy rodziny Kaimów.

O sprawie wybuchu (który był bezpośrednim następstwem nieprawidłowych prac jednej z firm budowlanych) mówili wszyscy, włącznie z politykami najwyższego szczebla. Nagła śmieć ośmiu osób, spośród których połowa to dzieci, była szokiem, który rezonował społecznie i medialnie długo po tragedii. Nic więc dziwnego, że przed kościołem, gdzie 19 grudnia odbyła się msza pogrzebowa, zebrały się prawdziwe tłumy. Wszyscy, którzy przyszli do świątyni pw. św. Ap. Piotra i Pawła czuli, że muszą pożegnać ludzi, których tak ceniono i lubiano. Byli górali z wieńcami, a jeden z nich miał wplecione w kwiaty zabawki. W innym wieńcu była piłka, a jeszcze w innym narty. To dlatego, że Kaimowie byli zapalonymi narciarzami. Posiadali szkółkę narciarską w Szczyrku, a dom, który wybuchł 4 grudnia służył też za pensjonat… 



Uroczystościom  przewodniczył bp. Piotr Greger. Przed ołtarzem postawiono 8 urn z prochami tragicznie zmarłych członkowie rodziny Kaimów. Zdjęcia ofiar są otoczone białymi różami.

Dla naszych braci czas już się zakończył niespodziewanie i tragicznie. Kres ich życia nastąpił w dramatycznych okolicznościach gdy byli w domu. My ludzie pytamy dlaczego? Nie mamy sensownego wytłumaczenia wobec tego wybuchu gazu, ale mamy nadzieje że cieszą się pomimo tego ze my się smucimy – mówił biskup Greger.- Dla nich zbawienie Boga jest już rzeczywistością a my wierzymy, że kiedyś się z nimi spotkamy tam, gdzie już śmierci nie ma – podkreślał w trakcie homilii. 

– Czas nagli. Co ze sobą zabrać na drugi brzeg? Nic, tylko tyle. Najbliższa rodzino i wy wszyscy, którzy przybyliście z potrzeby serca. Od dwóch tygodni przeżywamy ta tragedie żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu i cierpienia. Jesteśmy, by podziękować za trud i życie a Wam najbliższym dodać otuchy i nadziei. Wszyscy pyta.my dlaczego?

Gdzie byłeś Boże? Musimy wierzyć ze to ma jakiś głębszy sens. Nie osądzajmy, dajmy czas wszystkim którzy maja wyjaśnić ta tragedie. Gdzie tak pędzimy? Co chcemy osiągnąć tą pogonią? Musimy się rozwijać, ale nie kosztem jeden drugiego, nic z tego świata nie zabierzemy. Zostaniemy zapamiętani za to, co zrobimy dla innych. Tacy byli oni radośni pogodni i pomocni. Nie odkładajmy na później spotkań. Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą – powiedział burmistrz Szczyrku, Antoni Byrdy.  Wcześniej rodzinie przesłał życzenia prezydent Andrzej Duda

Wybuch gazu w Szczyrku. Zatrzymano pierwsze osoby

18 grudnia zatrzymano pierwsze osoby w związku z wybuchem w Szczyrku. To Roman D. prezes firmy budowlanej, która zleciła przewiert pod ulicą Leszczynową oraz Marcin S. i Józef D. – pracownicy firmy, wykonujący to zlecenie. Wszystko wskazuje na to, że robotnicy pogwałcili wszelkie zasady bezpieczeństwa i procedury budowlane. Mimo zaleceń, by prace prowadzono tradycyjnym wykopem pod nadzorem gazowników, budowlańcy zrobili to sami. W efekcie przewiert uszkodził gazociąg. Ulatniający się gaz znalazł drogę, by wydostać się na zewnątrz. Niestety, na nieszczęście mieszkańców domu przy ul. Leszczynowej, gaz wybrał drogę, która kończyła się w tej nieruchomości.

Według śledczych gaz ulatniał się 20 minut z uszkodzonego gazociągu, a pracownicy nie zgłosili awarii odpowiednim służbom. Po prostu oddalili się z placu budowy. Gdyby zareagowali właściwie, być może udałoby się zaalarmować okolicznych mieszkańców i ocalić rodzinę Kaimów.

Wybuch gazu w Szczyrku

Do tragicznego w skutkach wybuchu gazu w Szczyrku doszło 4 grudnia 2019 roku. Eksplozja gazu spowodowała zawalenie się trzykondygnacyjnego domu. Zginęło osiem osób ze znanej, nie tylko w Szczyrku, rodziny Kaimów. Ofiary wybuchu w Szczyrku to: 60-letni Józef, jego 60-letnia żona Jolanta, 39-letni siostrzeniec Wojciech z 38-letnią żoną Anną i trójką dzieci – 10-letnią Michalinką, 6-letnią Marcelinką i 3-letnim Stasiem. W wybuchu zginął również 10-letni wnuk Józefa – Szymonek.