Planowali wziąć ślub. Zamiast wesela odbył się pogrzeb. Do ust Moniki włożył ręcznik, Oskarka udusił ścierką

Artur włożył do ust Moniki ręcznik, Oskarka udusił ścierką. Tak się tłumaczył
41-letni Artur K. poznał Monikę przez internet. Odsiadywał wówczas wyrok 15 lat więzienia za zabójstwo swojej poprzedniej ukochanej. Jego nowa dziewczyna mieszkała w Warszawie i wychowywała 3-letniego synka Oskara. Odwiedzał ją na przepustkach. 22 września 2018 roku mieli wziąć ślub. Zamiast wesela odbył się pogrzeb.

41-letni Artur K. w 2004 roku zamordował 20-letnią Renatę, za co skazano go na 15 lat więzienia. – Kiedy go poznała, miała 19 lat. Spotykali się przez dwa miesiące, gdy odkryła jego bandycką przeszłość. Miał na koncie pobicia i rozboje. Siostra chciała z nim zerwać, ale on nie chciał jej odpuścić. Doprowadził do tego, że zaczęła się go bać. Rozmawiałam z nią dzień przed jej śmiercią. Powiedziała mi: „Muszę kończyć, bo on stoi pod drzwiami”. To była moja ostatnia rozmowa z ukochaną siostrzyczką. Następnego dnia już nie żyła. Ten bydlak najpierw ją poddusił, a potem utopił. Zrobił to z czystą premedytacją – opowiadała Faktowi we wrześniu 2018 roku siostra pierwszej ofiary Artura K. 

Poznali się przez internet

Teraz rodzina Renaty, wspiera na sali sądowej bliskich Moniki K. 35-latka poznała Artura K. przez internet zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią. Zabójca odwiedzał ukochaną i jej synka, gdy wychodził na przepustki. Takie prawo otrzymał w 2016 roku. Za dobre sprawowanie przeniesiono go do zakładu typu otwartego. Jak informowała “Gazeta Wyborcza” do Warszawy trafił z Włocławka.

Wzorowy więzień. Dla Jezusa przestał grypsować

W ciągu dwóch lat Arturowi K. aż 90 razy pozwolono na opuszczenie więzienia. Jego pobyty na wolności przebiegały wzorowo – meldował się we wskazanym komisariacie i wracał w terminie do zakładu. Za kratami skończył szkołę średnią i znalazł pracę, miał się także nawrócić oraz przestać grypsować. Złożył nawet uroczystą “rezygnację z przynależności do nieformalnych struktur podkultury przestępcze” – donosiła “Gazeta Wyborcza”.

Wcześniej miał wizję: “Ta piękna, wielka jasność, boskość. I po prawicy Pan Jezus w białych szatach. Wiedziałem, że to znak – to już ten czas. Mówię do brata Piotra: jutro, Piotruś, przestajemy grypsować” – brzmiał list Artura K. do rodziców, który przytacza “GW”.

Za sprawą syna też się nawrócili. W rozmowie z “Gazetą Wyborczą” przekonywali, że Monika i Artur okazywali sobie przy nich czułość i bardzo chcieli się pobrać, chociaż w sumie widzieli się zaledwie przez 12 dni. Termin wyznaczono na 22 września.

Szatan kazał mu zabić

35-letnia rozwódka nigdy nie odwiedziła narzeczonego w więzieniu, ale miała znać jego przeszłość. On podobno pokochał 3-letniego Oskara jak własne dziecko, z którym kontaktów nie utrzymywał. Miał jednak za złe Monice, że źle traktowała synka. Rzekomo mówiła, że go nie chciała. Denerwowało go także, że narzeczona przeklina i przez nią “odsuwa się od Jezusa”.

8 września podczas kolejnego pobytu na przepustce przyszedł do mieszkania narzeczonej i zabił ją i 3-letniego Oskara. Oboje udusił. Monice wepchnął do ust wepchnął ręcznik, a chłopcu ścierkę.

Miałem wizję, że zabijam Monikę. Pamiętam, że wtedy czułem się lepiej, byłem spokojniejszy. Myśl o tym, że to zrobię dawała mi jakiś spokój – mówił podczas ostatniej rozprawy Artur K. o okresie poprzedzającym zbrodnię. Dodał, że to “Szatan kazał mu zabić”.

Artur K. nie jest chory psychicznie

Biegli psychiatrzy wykluczyli jednak chorobę psychiczną, która może być elementem obrony Artura K. Eksperci rozpoznali u niego zaburzenia osobowości o typie dysocjacyjnym.

Mechanizm dysocjacji polega na oddzieleniu myśli i uczuć w celu obrony własnego ja przed zagrożeniem. (…) Mechanizm ten polega na tym, że w sytuacji silnego stresu dana osoba interpretuje rzeczywistość, tłumaczy swoje zachowanie – wyjaśniali w sądzie biegli. Dodali też, że zachowanie Artura K. w więzieniu do momentu popełnienia zbrodni było określane jako wręcz wzorowe.

– Wysoki sądzie biegli psychiatrzy stwierdzili, że jestem agresywny, wszystkie swoje problemy załatwiam siłowo, jestem egocentryczny i brak mi empatii. Jak to się odnosi do faktu, że przez 14,5 roku, gdy odbywałem karę pozbawienia wolności, zaufano mi w ten sposób, że dano mi ponad 90 przepustek, wystąpiono o przedterminowe warunkowe zwolnienie (…) Miałem wzorowe zachowanie, nie byłem nigdy karany dyscyplinarnie za pobicie kogokolwiek. Czy ja wszystkich zmanipulowałem, cały system więziennictwa? – pytał Artur K.

Biegli wyjaśnili wówczas, że “w obraz osobowości dysocjacyjnej wpisuje się tendencja do manipulowania, tak aby uzyskać konkretne korzyści”. Wskazali także, że podczas pierwszego zabójstwa zachował się tak samo. Wykluczyli tym samym niepoczytalność Artura K. Obrońca 41-latka zastanawia się nad powołaniem nowych biegłych. Gdyby uznali, że oskarżony jest chory psychicznie, nie trafiłby do więzienia.

(Żródło: PAP, Gazeta Wyborcza)