Niedźwiedź zaatakował Polaków. Piotr ratował swoją towarzyszkę. Nie przeżył

Dwoje Polaków podróżujących po Armenii zostało zaatakowanych przez niedźwiedzia. Jeden z turystów zginął.

Tragedia rozegrała się podczas wspinaczki na najwyższą górę w Armenii, Aragac. Na wysokości około 3500 metrów parę turystów z Polski zaatakował niedźwiedź. Drapieżnik – jak podał Sputnik Armenia – rzucił się na mężczyznę. 33-latek, który chciał ochronić kobietę, najprawdopodobniej w czasie walki stoczył się ze zbocza góry i spadł ze skały. Zwierzę również miało spaść.

31-latka natychmiast zadzwoniła po pomoc. “W sobotę, około 14:26 czasu lokalnego służby ratunkowe przyjęły telefon od obywatelki Polski, w którym zawiadamiała, że ona i jej przyjaciel wspięli się na górę Aragac, gdzie zostali zaatakowani przez niedźwiedzia” – widnieje w raporcie Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Armenii. Z informacji kobiety wynikało, że potrzebna była pomoc dla jej rannego towarzysza.

Na miejsce zdarzenia wysłano zespół straży pożarnej i ratownictwa z Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. Udał się tam też śmigłowiec z personelem medycznym. Ratownicy po koło dwóch godzinach dotarli do poszkodowanych. Niestety, pomimo przeprowadzonej reanimacji mężczyzny nie udało się uratować. Lekarze mogli potwierdzić zgon 33-latka. Informację o śmierci Polaka potwierdziła też służba prasowa armeńskiego Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych.

Polkę, choć nie wymagała hospitalizacji, przetransportowano do centrum medycznego miasta Asztarak. – Była w szoku, stała przerażona, nie mogła mówić – dowiedział się w szpitalu korespondent Sputnik Armenia. Choć lekarze próbowali przekonać 31-latkę do pozostania w placówce, ona kategorycznie odmówiła.

Wiadomo, że 33-latek zmarł na skutek poważnych obrażeń głowy. Jego ciało przetransportowano do Asztarak. Sprawą śmierci Polaka zajęły się armeńskie służby. Wyniki śledztwa wykażą, czy śmiertelne obrażenia były wynikiem upadku na kamienie, czy walki z niedźwiedziem. Zwierzę prawdopodobnie przeżyło upadek i uciekło.

Ryk niedźwiedzia wciąż słyszalny

Miejsce, w którym doszło do ataku, jest nadal niebezpieczne dla turystów – powiedział w wywiadzie dla Sputnik Armenia Surien Danielian, wiceprezes Federacji Alpinizmu i Górskiej Turystyki. – Otrzymaliśmy wiadomość, że słyszalny jest tam ryk bestii. Niedźwiedź najprawdopodobniej nadal tam jest i stanowi zagrożenie dla ludzi – zaznaczył w rozmowie z armeńskim portalem. Z tego też powodu Federacja apeluje do turystów, by omijali ten region.

Według Danieliana takie zachowanie zwierzęcia nie jest normalne i na ogół unika on konfrontacji z człowiekiem. Wiceprezes Federacji przyznał, że nie przypomina sobie, by w ciągu ostatnich 20 lat doszło do ataku niedźwiedzia na turystów. – Może to wścieklizna, choroba lub został ranny – zastanawiał się ekspert.

Z kolei Liewon Mowsisian z Federacji Alpinistycznej uważa, że turyści mogli przypadkowo przejść obok jaskini drapieżnika. Jak podkreślił w rozmowie z Sputnik Armenia, mało prawdopodobne jest to, by niedźwiedź w ten sposób polował. – Może niedźwiedź próbował chronić młode. A może turyści, widząc zwierzę, podeszli bliżej, aby zrobić zdjęcie – podał hipotetyczne wersje Mowsisian.

(Źródło: Sputnik Armenia, armeńskie służby ratownicze i ministerialne)