Ludzie są zdruzgotani. Co za bydlak to zrobił?!

Mieszkańcy Śniatycz (woj. lubelskie) nie mogą pogodzić się z tym co się stało. Kilka dni temu ktoś zastrzelił siedzącego na gnieździe pośrodku wsi bociana. Samica osierociła dwa małe pisklęta. Jedno już zdechło, drugim opiekuje się samotny samiec. Ale nie jest pewne czy sam da radę wychować nieopierzone jeszcze maleństwo. Trwają poszukiwania drania, który strzelił do ptaka. Sprawą zajmuje się policja.

Bociany przylatują do Śniatycz od kilkudziesięciu lat. Zawsze wychowywały po kilka piskląt. Tym razem też w gnieździe pojawiły się młode. Skrzydlaci rodzice troskliwie opiekowali się dwoma bociankami, czekając aż trzecie wykluje się z jajka. – Któregoś dnia rano tata mnie zawołał i mówi że coś stało się stało się naszemu bocianowi. Rzeczywiście, ptak zwisał łbem w dół. Drugi stał obok niego i próbował ruszyć go dziobem. To był żałosny widok – opowiada Marzena Krajewska.

Ludzie szybko zorientowali się, że ptak nie żyje. Poproszono o pomoc strażaków, którzy wyjęli martwego bociana z gniazda. – Kiedyś oglądałam w telewizji jak ktoś w Afryce strzelił z łuku do bociana. Nie mogłam uwierzyć, że ludzie są zdolni do czegoś takiego. A teraz okazało się, że któryś z moich sąsiadów zrobił coś podobnego. To straszne – dodaje mama pani Marzeny.

Wszystko wskazuje, że samica bociana została zastrzelona z wiatrówki. Ciało ptaka trafiło do weterynarzy, którzy wykonają sekcję zwłok. I jeśli potwierdzi się wersja o postrzale do akcji wkroczy policja. – Badamy sprawę. Czekamy na wyniki pracy weterynarzy. Osoba, która spowodowała śmierć bociana nie uniknie odpowiedzialności – mówi Dorota Krukowska-Bubiło, rzecznik prasowa policji w Zamościu.

Po śmierci samicy na gnieździe został dorosły bocian, dwa pisklaki i niewysiedziane jajo. Niestety dzień później okazało się, że jeden z bocianków został wyrzucony z gniazda i nie przeżył upadku. Czy samotny bociani tata poradzi sobie sam z wychowaniem pisklęcia okaże się już w najbliższym czasie.