Ksiądz uwiódł żonę organisty. Potem było już tylko gorzej…

Gorący romans, a później nienawiść – tak według Anity M. miał wyglądać jej nieformalny związek z księdzem Piotrem M. z Wałbrzycha. Sprawą musiał zająć się sąd.

Ta historia zaczęła się kilka lat temu. Andrzej M. był organistą, a jego żona Anita pomagała przy kościele. – Przyjaźniliśmy się. Ja im pomagałem – mówi Faktowi ksiądz. Podkreśla jednak, że na tym jego kontakty się kończyły. Innego zdania jest Anita M., która od 2013 do 2015 r. była w separacji z mężem. Wtedy właśnie miała ponoć romans z księdzem. Gdy go pytam o seks, stanowczo zaprzecza. – To bzdura! – oburza się.

Ksiądz czuje się zaszczuty, bo jedna z gazet urządziła nagonkę na niego, a on, jak twierdzi, nikogo nie molestował. Jak mówi pani Anita, pod koniec 2015 r. związek z duchownym rozpadł się i wróciła do męża. Zdaniem kobiety zraniony ksiądz nie chciał dać za wygraną. Od grudnia 2015 do czerwca 2016 r. wysyłał do niej smsy i wydzwaniał.

– Naruszał jej prywatność, groził, prosił. Używał wulgaryzmów, a nawet zdarzyło się, że dzwonił do pracy Anity M. i podważał jej autorytet. Kobieta była także przez niego obserwowana – mówi nam osoba znająca szczegóły sprawy. Anita M. zgłosiła wszystko policji i romansem żony organisty z księdzem zajął się Sąd Rejonowy w Wałbrzychu. Duchowny przyznał się tylko do nękania i wyraził skruchę. Wyjaśnił m.in. że jego zachowanie było spowodowane chorobą alkoholową i traumą po śmierci matki. Sąd uwierzył kapłanowi i warunkowo umorzył postępowanie na okres 2 lat. Ksiądz musi zapłacić tylko tysiąc złotych nawiązki na rzecz pani Anity. Jej pełnomocnik ma złożyć apelację.