Koszmar niewidomej Ewy i jej chorej córeczki. Niedługo mogą stracić swój ukochany dom

Hiobowe cierpienie. Tylko tak można nazwać gehennę jaką los zafundował pani Ewie Mazurek (43 l.) i jej 7-letniej córeczce. Zarówno Lenka, jak i jej mama cierpią na rzadki zespół Crouzona. W wyniku postępującej choroby pani Ewa straciła wzrok, z kolei Lenka dodatkowo ma złośliwy nowotwór obojga oczu i zespół Chiariego. Problemy zdrowotne nie są jednak ich jedynym zmartwieniem. Matka i córka lada dzień mogą zostać bez dachu nad głową…

Dlaczego niektórych ludzi los tak potwornie doświadcza? Na to pytanie chyba nie ma dobrej odpowiedzi, ale zacznijmy od początku. 

Tragiczne dzieciństwo 



Pani Ewa Mazurek z Ustronia Morskiego (woj. zachodniopomorskie) już od najmłodszych lat wiedziała czym jest cierpienie. Wszystko przez niezwykle rzadką chorobę, z którą się urodziła – zespół Crouzona [choroba genetyczna, w wyniku której mózg dziecka rośnie, a czaszka się nie powiększa. Objawia się m. in. deformacją czaszki, wytrzeszczem gałek ocznych oraz nieprawidłowościami w uzębieniu. Może doprowadzić do ślepoty i upośledzenia umysłowego – przyp. red.].

W wieku zaledwie 7 lat pani Ewa otrzymała kolejny cios od losu. – Był październik. Moja mama, jak co dzień zaprowadziła mnie do przedszkola, ale tego feralnego dnia już po mnie nie przyszła. Kiedy czekałam na nią w przedszkolu, dostała wylewu i zmarła po dziewięciu dniach pobytu w szpitalu. Pół roku wcześniej straciłam też ojca. Zostałam sierotą. Ja i moja starsza o trzy lata siostra trafiłyśmy do domu dziecka – opowiada pani Ewa.

W sierocińcu pani Ewa szybko przekonała się, jak okrutne potrafią być dzieci. – Ze względu na swoją inność przeżywałam dramat. Dzieci wyśmiewały się ze mnie i robiły inne straszne rzeczy, ale nie chcę do tego wracać, bo mimo iż minęło sporo lat, to nadal bardzo boli – dodaje pani Ewa. 

Utrata wzroku i choroba córeczki

Kobieta dorastała bez najważniejszych w życiu osób, a co gorsza w wyniku choroby straciła wzrok. Dwa lata temu musiała też pochować siostrę. Teraz jej największym skarbem jest 7-letnia córeczka, Lenka. Niestety, dziewczynka, podobnie jak jej mama, cierpi na zespół Crouzona. Choroba sprawia, że kości czaszki rosną zbyt wolno, zgniatając mózg i powodując deformację twarzoczaszki. Dodatkowo u dziewczynki zdiagnozowano także obuocznego siatkówczaka oraz malformację Chiariego [przepuklina migdałków móżdżku uciskająca rdzeń kręgowy – przyp. red.]. 

7-letnia Lenka przeszła już bardzo wiele. Od momentu narodzin miała już kilka operacji ratujących życie, w tym operację w Dallas, podczas której lekarze powiększyli jej czaszkę. Na szczęście dzielnej 7-latce udało się pokonać nowotwór i obecnie choroba jest w remisji. 

Niewidoma matka i jej chora córeczka na 19 metrach z grzybem

Problemy ze zdrowiem nie są jednak jedynym zmartwieniem pani Ewy i jej córki. Kobieta od wielu lat walczy o godny byt dla siebie i dziecka. Do tej pory matka i córka żyły w skandalicznych warunkach.

– W 2015 r. otrzymałyśmy mieszkanie od Urzędu Gminy o powierzchni 19 metrów kw. Pomieszczenie to zostało przekształcone na mieszkanie dla nas, w którym wygospodarowano miejsce na łazienkę oraz pokój z aneksem kuchennym. Lenka bawiła się na łóżku, bo nie miała gdzie. Zabawki musiałyśmy oddać, bo nie było gdzie ich przetrzymywać. Spałyśmy razem, bo nie było miejsca na drugie łóżko – opowiada pani Ewa.

Dwa miesiące po wprowadzeniu się do mieszkania kobieta odkryła coś jeszcze.

– Okazało się, że w mieszkaniu jest grzyb. Mimo wielokrotnych próśb, nie otrzymałyśmy innego lokalu. Urząd Gminy nie dysponuje i wówczas też nie dysponował wolnymi lokalami zastępczymi. Tymczasem grzyb się rozrastał, a Lenka chorowała coraz częściej – opisuje pani Ewa.

Lekarze stwierdzili, że to właśnie grzyb jest powodem częstych infekcji u dziecka.

– Z konsekwencjami mieszkania z grzybem walczymy do dnia dzisiejszego. Lenka ma w główce zastawkę, która reguluje ciśnienie wewnątrz czaszkowe i bardzo silnie reaguje na różnego rodzaju infekcje i wysoką temperaturę ciała. Grozi to zatrzymaniem się zastawki, a to z kolei jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia a nawet życia Lenki – tłumaczy kobieta. 

Po dwóch latach gehenny na 19 metrach, los w końcu uśmiechnął się do pani Ewy i jej córki.

– W grudniu 2017 r., dzięki znajomemu mojej przyjaciółki, udało nam się wyprowadzić z zagrzybionego mieszkania i zamieszkałyśmy w wynajętym przez niego suchym mieszkaniu – relacjonuje mama Lenki. 

Widmo utraty dachu nad głową

Kobieta i jej córeczka w końcu odetchnęły. W mieszkaniu o powierzchni 52 metrów kw. w Ustroniu Morskim Lenka nareszcie mogła mieć swój pokój, a w nim własne łóżko i zabawki. Szczęście nie trwało jednak długo.

– Do czerwca 2018 r. mieszkanie, w którym jeszcze mieszkamy było opłacane przez znajomego mojej przyjaciółki, a później wszelkie opłaty z tym związane przejęła pewna organizacja, która zapewniała nas, że zrobi wszystko, aby to mieszkanie było dla nas. Cieszyłam się wówczas jak dziecko, ale jak się teraz okazało – za wcześnie. Osoba, która zapewniała nas, że tutaj zostaniemy, po prostu się wycofała – wyznaje ze smutkiem pani Ewa.

To jednak nie wszystko. Właścicielka mieszkania, w którym mieszka pani Ewa i jej córka musi je pilnie sprzedać, a matka z córką z końcem września muszą opuścić lokal. Kobieta jest zdruzgotana, a jej córeczka przerażona widmem utraty dachu nad głową.

– Lenka dzisiaj zapytała mnie: „mamusiu czy to prawda, że za chwilę nie będziemy miały gdzie mieszkać?”. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak dziecko, mimo iż wiem, że nie powinnam tego przy niej robić. Powiedziałam: tak, to prawda kochanie” – opowiada kobieta.

Pani Ewa ponownie zwróciła się z prośbą o pomoc do Urzędu Gminy Ustronie Morskie. Na razie kobiecie zaproponowano mieszkanie w Rusowie, miejscowości położonej o 12 km od Ustronia Morskiego. Takie rozwiązanie bardzo utrudniłoby jednak życie pani Ewie i jej córce.

– Lenka jest ciężko chorym dzieckiem, a tam na miejscu nie ma lekarza i trzeba dojeżdżać do Ustronia. Byłby też problem z dojazdem Lenki do szkoły. Ja jestem osobą niewidomą i  dla mnie jest to duży problem, by przemieszczać się autobusami z chorym dzieckiem. W Ustroniu wszystko mamy na miejscu i w nagłych sytuacjach po prostu biorę Lenkę na ręce i idę tam, gdzie muszę coś załatwić – tłumaczy pani Ewa. 

Pomóżmy pani Ewie i jej córeczce!

W tej sytuacji zdesperowana kobieta zdecydowała się na zorganizowanie zbiórki na zakup mieszkania na stronie Zrzutka.pl. Kobieta ma nadzieję, że uda jej się zebrać pieniądze na wykupienie lokalu, w którym aktualnie mieszka. Na ten cel pani Ewa potrzebuje 360 tysięcy, ale – jak podkreśla – zadowoli się również mniejszym mieszkaniem, byleby tylko ona i jej córeczka miały dach nad głową.

– Każde mieszkanie, które jest do kupienia to kwota dla nas nieosiągalna. Wszystkie te lata walki o Lenki zdrowie, życie, rehabilitacje oraz praca z psychologiem między innymi z powodu choroby mogą pójść na marne. Już teraz Lenka ma bardzo poważne problemy z którymi sobie nie radzimy. Nie mówię tego, aby wzbudzić litość. Ja po prostu szukam pomocy! – wyznaje zrozpaczona kobieta.

Jeśli ktokolwiek chce dorzucić swoją cegiełkę do tego, by pani Ewa i jej córeczka miały własny dach nad głową, może to zrobić na stronie Zrzutka.pl. Pomóżmy im, tak wiele już przeszły!