Kolejne wstrząsające ustalenia w sprawie handlu mięsem chorych krów

Afera z mięsem pozyskiwanym z nielegalnego uboju, rozlała się po Polsce i niemal połowie Europy. Chodzi o materiał „Superwizjera” TVN: mięso z chorych i padłych zwierząt, które powinno być utylizowane, trafiało do sprzedaży. Mogliśmy je kupić, nie wiedząc o takim pochodzeniu produktu. Okazuje się, że takie praktyki mogły trwać od dawna.

O co chodzi w handlu mięsem padłych i chorych zwierząt? Dziennikarze „Superwizjera”, którzy ukazali kulisy handlu mięsem opisują, że jak zwykle w takich przypadkach, decydowała chęć łatwego zysku. Troska o zdrowie ludzi nie było.

„Jeżeli (krowa – przyp. red.) złamie nogę, przyjeżdża weterynarz, patrzy na tę nogę i mówi: tej krowy nie da się wyleczyć, trzeba ją sprzedać na mięso. A kulawej krowy nikt nie kupi na mięso. Czyli trzeba ją uśpić. To jest strata dla rolnika” – powiedział reporterom TVN hodowca bydła Grzegorz Sokół. Oczywiście, rolnik może ubezpieczyć swoje zwierzęta, jednak jest to bardzo kosztowne. Dlatego wielu z nich tego nie robi.

Chore zwierzę oznacza dla producenta stratę. Trzeba bowiem zapłacić za wizytę weterynarza, który przyjedzie i uśpi zwierzę. Kosztuje sama wizyta i uśpienie. Według TVN ta stawka może wynieść nawet tysiąc złotych. Dlatego, jak tłumaczą autorzy reportażu, kiedy pojawia się możliwość dodatkowego zarobku, wielu z tej możliwości korzysta. Np. robiąc „lewe” interesy i sprzedając mięso chorych zwierząt, które trafia… na nasze stoły.

Jeśli krowa np. złamie nogę, to wtedy również przyjeżdża weterynarz, który stwierdza ubój z konieczności, oraz firma, która dokonuje uboju w gospodarstwie. Rolnik znów płaci – za wizytę i za ubój – około czterystu-pięciuset złotych. Prościej jest, gdy zwierzę po prostu zdycha, ponieważ wtedy padlina jest utylizowana, a do tego dopłaca państwo, o czym mówił m.in. minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski.

A kiedy pojawia się problem pieniędzy, wtedy często – tak jak w materiale TVN – pojawiają się też ludzie, próbujący zrobić dodatkowy interes. – Jeśli chodzi o ubezpieczenia zwierząt, to jest to kilka procent, i w związku z tym trudno się dziwić, że kiedy pojawia się nielegalny rynek dilerów obracających chorymi zwierzętami, rolnicy z tego korzystają – mówi dziennikarzom TVN Marek Sawicki, poseł PSL. Póki co, sytuacja jest taka, że mięso z chorych zwierząt odnaleziono m.in. we Francji, Szwecji, Czechach czy na Słowacji. Polski rynek producentów mięsa jest w potężnym kłopocie, a rolnicy liczą straty.

Reportaż o nielegalnym uboju chorych krów w rzeźni w powiecie Ostrów Mazowiecka opublikowano w ubiegłym tygodniu. We wtorek Główny Inspektorat Weterynarii poinformował o cofnięciu zgody na prowadzenie działalności rzeźni i przebadaniu zabezpieczonego mięsa. „Nie stwierdzono zagrożeń biologicznych. Jednak na zasadzie ostrożności całe mięso z ubojni jest wycofywane, gdyż prowadzono tam działania niezgodnie z obowiązującymi przepisami prawa” – podkreśliło MRiRW. (TVN 24)