Jasnowidz Jackowski mówi o swoim samobójstwie. Te wyznania przerażają

Jasnowidza Jackowskiego nikomu przedstawiać nie trzeba. Dzięki jego pomocy policja rozwiązała kilkadziesiąt spraw kryminalnych, dotyczących zaginięć, porwań oraz morderstw. Książka która niedawno się ukazała”Jasnowidz na policyjnym etacie”, dzięki której możemy dokładnie dowiedzieć się, jak wygląda praca Krzysztofa Jackowskiego. Wizjoner opisuje tam, jak dokonuje wizji oraz jak radzi sobie z presją. Opowiada m.in. o tym, że był bliski odebrania sobie życia.

– Presja otoczenia bardzo mi przeszkadza. Po ataku “Gazety Wyborczej” miałem koszmarne dwa tygodnie, byłem bliski odebrania sobie życia. Na szczęście zabrakło impulsu, by wprowadzić to w czyn. Szybko porzuciłem ten pomysł. Potem przez dwa tygodnie nie mogłem wykonywać wizji z jednej przyczyny. Otóż wydawało mi się, że każdy człowiek, który do mnie przyszedł to ktoś “podstawiony” przez dziennikarzy. Bałem się, nie byłem w stanie pracować – szczerze opowiada Krzysztof Jackowski w książce “Jasnowidz na policyjnym etacie”.

Książka autorstwa Krzysztofa Janoszki (policjanta, który pracuje we Wrocławiu) to opis pracy jasnowidza, przypomnienie najważniejszych spraw kryminalnych (m.in. zaginięcia Iwony Wieczorek, śmierci Magdaleny Żuk czy sprawy Ewy Tylman), które wyjaśniał Krzysztof Jackowski, rozmowy z funkcjonariuszami, którzy korzystali z pomocy wizjonera, a także dokumenty oraz notatki służbowe policji. Każdy, kto chce poznać szczegóły pracy jasnowidza, powinien sięgnąć po tę książkę.

– W książce jest kilkanaście dowodów na skuteczną współpracę Krzysztofa Jackowskiego policją. Możemy dowiedzieć się z niej, jaką osobą jest słynny jasnowidz z Człuchowa, jak zaczęła się jego praca, jakie metody stosuje – mówi w rozmowie z Se.pl Krzysztof Janosza, autor publikacji. – Czytelnik znajdzie również wiele rozmów z ekspertami, którzy opowiadają o jasnowidzeniu jako o realnym zjawisku – zapowiada autor.

Książka “Jasnowidz na policyjnym etacie” ukazała się 17 stycznia nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

Źródło: SE.pl