Jackowski zabrał głos w sprawie Piotra Woźniaka-Staraka. Opowiedział o jego ostatnich chwilach

Piotr Woźniak Starak nie żyje. W sprawie zaginięcia i – jak się okazało – śmierci producenta filmowego głos postanowił zabrać najsłynniejszy polski jasnowidz. Krzysztof Jackowski, czyli jasnowidz z Człuchowa, wykorzystał swoje umiejętności, by opisać ostatnie chwile życia Woźniaka Staraka. Według Jackowskiego, milioner “nie ratował się pod wodą”. Dlaczego? Co wydarzyło się na motorówce na jeziorze Kisajno według polskiego jasnowidza?

Krzysztof Jackowski twierdzi, że w śmierci Piotra Woźniaka Staraka nie należy doszukiwać się kryminalnego kontekstu. Biznesmen, który lubił czerpać z życia garściami, po prostu miał pecha. Piotr Woźniak Starak nie żyje, bo – jak twierdzi jasnowidz z Człuchowa – był ofiarą nieszczęśliwego splotu okoliczności. – W mojej wizji widziałem pędzącą po kole motorówkę i słyszałem jazgot silnika. Widziałem też mężczyznę w wodzie, który nie broni się, nie trzyma się kurczowo życia, nie próbuje za wszelką cenę wydostać się ponad taflę wody – powiedział Krzysztof Jackowski.

Jasnowidz twierdzi też, że Piotra Woźniak Starak mógł być czymś uderzony. – To stało się już pod wodą. Nie widziałem nerwowości w ostatnich chwilach życia tego człowieka. Po prostu, coś go uderzyło, być może w głowę i to było powodem całego nieszczęścia. To był po prostu wypadek – dodał jasnowidz.

Piotr Woźniak Starak nie żyje

Ciało znanego producenta filmowego, a prywatnie męża prezenterki TVN Agnieszki (kiedyś Szulim) Woźniak-Starak, odnaleziono w czwartek nad ranem. Odnaleziono je w jeziorze Kisajno, gdzie koncentrowały się poszukiwania ekip ściągniętych tu z różnych części regionu (Piotra Woźniaka Staraka szukali funkcjonariusze różnych służb z Olsztyna i Giżycka, a także prywatne ekipy poszukiwawcze ściągnięte na Mazury przez rodzinę Staraków). Piotr Woźniak Starak nie żyje, ale nie znamy jeszcze bezpośredniej przyczyny zgonu. Służby nie wydały w tej sprawie stanowiska. Istnieją jedynie spekulacje.

Piotr Woźniak Starak zaginął po nocnych rejsach motorówką po jeziorze Kisajno, nad którym leży wielka posiadłość Staraków w miejscowości Fuleda. Wszystko wydarzyło się w nocy z 17 na 18 sierpnia. Woźniak Starak miał zjeść kolację w pobliskiej gospodzie, do której udał się motorówką. Potem miał odprawić ochroniarzy do portu znajdującego się przy posiadłości w Fuledzie. Na jeziorze został sam z 27-letnią Ewą z Łodzi. O kobiecie wiadomo już sporo. Jest instruktorką żeglarstwa, blogerką, wielbicielką podróży – jeśli wierzyć medialnym doniesieniom medialnym – kelnerką, która mogła pracować w pobliskiej gospodzie i dorywczo także u Staraków. Jaka jest prawda o niej? Czas pokaże.

Z informacji, które przekazywała policja, wynika, że do wypadku z udziałem Woźniaka Staraka mogło dojść z powodu nagłego manewru, który Piotr i Ewa wykonali swą łodzią. Motorówka skręciła na tyle gwałtownie, że oboje znaleźli się w wodzie. Kobiecie udało się dopłynąć do brzegu o własnych siłach. Piotr Woźniak Starak nie. Czy uderzyła go śruba motorówki? Pojawiały się też informacje o tym, że w śrubie łodzi były ludzkie włosy.