Dramat Isabel Marcinkiewicz. Podała kwotę swojego zadłużenia

Latem tego roku Isabel i “Kaz” Marcinkiewiczowie mogliby obchodzić dziesiątą rocznicę ślubu, jednak chyba żadne z nich nie jest w nastroju do świętowania. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że najpiękniejszymi chwilami ich małżeństwa była kameralna lecz luksusowa uroczystość w polskim konsulacie w Barcelonie oraz wenecka sesja zdjęciowa dla Vivy.

Niestety, ich szczęście nie trwało długo, a problemy narastały miesiącami. Apogeum nastąpiło w grudniu 2014 roku. Iza, jadąc na spotkanie z chłodnym i obojętnym mężem, zasłabła za kierownicą i uderzyła w ekran dźwiękochłonny. Od tamtego czasu, jak twierdzi, cierpi na depresję oraz przeczulicę skóry, przez co nie może podjąć pracy, ani tym bardziej założyć rękawa na kontuzjowane ramię. 

Ostatnio znów postanowiła pożalić się na okrutny los, tłumacząc na Facebooku, że alimentacyjna nierzetelność byłego męża “zmusiła ją do kolejnego obnażenia się”. A już myśleliśmy, że nie pozostało jej nic do ukrycia…

Niepełnosprawność boli i kosztuje. Sama stałam się dłużnikiem przez dłużnika alimentacyjnego. To, co przeczytacie Państwo poniżej, to moja obecna rzeczywistość. Niealimentacja w wykonaniu p. Marcinkiewicza zmusiła mnie do kolejnego obnażenia się. Czy nie ma na tym świecie kogoś, kto dotrze do alimenciarza i uświadomi mu, jak jego działania przekładają się na jego byłą żonę, a co istotniejsze, osobę niepełnosprawną, osobę trzymającą nierealizowany wyrok sądu w ręku – pyta dramatycznie z naprawdę długim wpisie. Mam DŁUGI, mam poważne długi wobec firm pożyczkowych, długi zaciągnięte do zaspokajania moich potrzeb codziennych, rehabilitacji, psychoterapii, opieki itd, gdy potrzebowałam ich najbardziej, a ból ograniczał funkcjonowanie. Pożyczałam na to pieniądze z myślą, że je spłacę otrzymując już wtedy zaległe alimenty. Niestety nic z tych rzeczy. 

Przy moim obecnym stanie zdrowia (niepełnosprawności fizycznej i depresji) nie mam żadnej możliwości podjęcia pracy, która pozwoliłaby mi finansowo zaspokoić wszystkie moje podstawowe potrzeby – tłumaczy.  Nie mówiąc już o spłacie dotychczasowych długów opiewających obecnie na kwotę ponad 50 tysięcy zł. Budzę się i myślę, że to koszmar senny, że to nie może być prawda, ale jednak jest. Mój były mąż i dłużnik alimentacyjny jest mi winny ponad 100 tysięcy zł i co? NIC. Jak wszyscy już zauważyli i uwierzyli, są to umyślne i celowe działania p.Marcinkiewicza, który z pełną premedytacją nie wypełnia wyroku sądu, nie płaci, nie spłaca zasądzonych kwot, śmiejąc się wszystkim ludziom, wyborcom i prawu w twarz!Dlatego głośno poruszam ten problem, obnażam się i wiele mnie to kosztuje, solidaryzuję się również z innymi ofiarami niealimentacji, samotnie borykającymi się z codziennością, bo alimenciarze interpretują wyrok sądu po swojemu – “mogę, ale nie muszę”!!!!! Mój dłużnik alimentacyjny p. Kazimierz Marcinkiewicz, mój były mąż i były premier tego kraju robi wszystko, by wskazać innym oszustom i manipulantom, jak nie respektować prawa. ROBI TO też, a może przede wszystkim, KOSZTEM wierzyciela alimentacyjnego, czyli mnie, swojej byłej żony, kosztem jej ZDROWIA psychicznego i fizycznego.

To jednak nie koniec dramatów byłej żony byłego premiera. Isabel wyznała, że przez unikanie płacenia alimentów przez Kaza nie stać jej na zatrudnienie kogoś do pomocy. Kontuzja ręki jest na tyle poważna, że Isabel ma problem z tym, żeby się samodzielnie rozebrać. Poetka z Brwinowa wyznała, że czasem musi kłaść się spać w ubraniu:

NIE STAĆ MNIE na opiekę, jakiej potrzebuję na co dzień, na opiekę specjalistyczną-medyczną, czyli na to, na co sąd m.in. mi je przyznał.
Nie mam nikogo, kto bezinteresownie poświęcałby mi swój czas, wszyscy mają swoje obowiązki, każdy ma swoje życie, pracę, rozumiem. Jedyne na co mogłabym liczyć, ale nie mogę sobie na to pozwolić, to pomoc odpłatna. Zwracałam się kiedyś o pomoc w lokalnym ośrodku pomocy społecznej, ale nie mieli dla mnie odpowiedniej osoby, nie tylko do pomocy ale i osoby z wiedzą medyczną. W związku z powyższym bywa, że czasem śpię w ubraniu (bo sama nie ubiorę/rozbiorę się, nie wspominając innych czynności), bo nie stać mnie, żeby opiekunka przychodziła dzień w dzień czy, marzenie ściętej głowy, dwa razy dziennie, jak to było wcześniej

Jak myślicie, które z nich bardziej żałuje podjętej przed 10 laty decyzji o ślubie?