Dała kelnerce 20 zł napiwku. Jak usłyszała jej komentarze to zażądała zwrotu

Każdy z nas od czasu do czasu jada na mieście. Nie ma w tym nic złego, bo nie każdy zawsze ma czas na to, aby sobie gotować.

Jak jednak wygląda sprawa napiwków? Zostawiacie je, gdy jecie poza domem? Do redakcji portalu Papilot napisała czytelniczka, która podzieliła się sytuacją, jaka spotkała ją w restauracji.

Kobieta jest zażenowana postawą kelnerki.

„Bardzo doceniam ludzi, którzy pracują w ogólnie pojętych usługach. Handel, gastronomia, salony fryzjerskie i tym podobne branże. Sama chyba nie miałabym nerwów, żeby użerać się z niektórymi klientami. Rodacy bywają trudni w obyciu.

Mnie pod tym względem chyba nie ma czego zarzucić. Kiedy jestem w restauracji, traktuję obsługę z dużą kulturą. Uśmiecham się, nie ponaglam i doceniam, kiedy dobrze pracują. Tym razem miało być tak samo, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie.

Pierwszy raz zrobiłam coś takiego i wcale nie czuję wyrzutów sumienia. Akurat ta kelnerka zasłużyła na takie potraktowanie.

Byłam z koleżanką w knajpce. Zjadłyśmy, wypiłyśmy, więc poprosiłam o rachunek. Zajmowała się nami sympatyczna dziewczyna. Bardzo ogarnięta i to ona pomogła nam wybrać coś z menu. Zapłaciłam kartą, a jej wręczyłam 20 zł za fatygę.

Siedziałyśmy jeszcze przez chwilę po opłaceniu rachunku. Miałyśmy się już zbierać, kiedy usłyszałam rozmowę naszej kelnerki z koleżanką. W naprawdę paskudny sposób skomentowała wejście do lokalu dziewczyny przy tuszy. Na pewno padło słowa „locha”.

Nienawidzę takiego traktowania innych i nie pozwolę na to. Zwłaszcza, kiedy żyjesz z obsługi ludzi. Machnęłam na nią i zażądałam zwrotu napiwku. Zrobiła głupią minę i po chwili zastanowienia oddała. Wtedy wyszłam, bo nie chciałam siedzieć tam ani minuty dłużej.

Uważam, że nie mogłam się inaczej zachować. Niech to będzie dla niej nauczka.

Aleksandra”

Jak myślicie, czy Ola postąpiła słusznie?