Chce zastąpić zamordowanego Adamowicza. Po jego śmierci mówił dziwne rzeczy

Grzegorz Braun był do tej pory wyjątkowo nieskutecznym politykiem, który nie zebrał znaczącego poparcia. Po śmierci Pawła Adamowicza chce jednak zbić polityczny kapitał. Mimo, że inne partie po zabójstwie zadeklarowały nie toczyć politycznej wojny o Gdańsk, to Braun zamierza kandydować.

Po zabójstwie Pawła Adamowicza miastem rządzi Aleksandra Dulkiewicz. Wybory mają odbyć się 3 marca i wszystko wskazywało na to, że Dulkiewicz będzie jedynym kandydatem. Żadna partia nie chciała po tej tragicznej śmierci bić się o urząd prezydenta. Zarówno PO, PiS, jak i mniejsze partie deklarowały, że nie wystawią swojego kandydata ze względów moralnych i z szacunku dla zmarłego. Grzegorz Braun uznał jednak inaczej.

Tuż po śmierci Adamowicza Braun oburzył wielu Polaków mówiąc: – Oczywiście pan Adamowicz jest już przed sądem Bożym i tutaj ja nawet nie próbuję wyrokować, natomiast żałuję, że z tego powodu nie stanie przed sądem ludzkim. Przed tym sądem powinien stanąć, może nie jako oskarżony, ale świadek koronny.

Teraz Braun zadeklarował start w gdańskich wyborach – podaje “Najwyższy czas”. Jednak nie może raczej liczyć na wygraną i to nie tylko dlatego, że gdańszczanie z pewnością zapamiętali jego słowa o Pawle Adamowiczu. Braun nie ma oszałamiającego elektoratu, a gdy ubiegał się o urząd prezydenta RP zebrał 0,83 proc. głosów.