10-latek uratował wujka. Sam go reanimował

Gdy wujek 10-letniego Mateusza z Poznania stracił przytomność, chłopiec od razu wiedział, co robić. Wybrał numer ratunkowy i, ku zdziwieniu spanikowanej babci, rozpoczął reanimację. Wszystko to z zachowaniem zimnej krwi. To było zaledwie kilka minut, które zadecydowały o życiu 30-latka. Dziś Mateusz może śmiało nazywać się bohaterem.

Gdy wujek przyjechał do domu Mateusza, oprócz 10-letniego chłopca była w nim wówczas jeszcze tylko jego babcia. Tymczasem mężczyzna potrzebował pilnej pomocy lekarza – zaraz po wejściu do domu 30-latek położył się na kanapie i stracił przytomność.

Jak opisuje “Gazeta Wyborcza”, babcia Mateusza była sparaliżowana ze strachu. To 10-latek zachował zimną krew i zaczął działać. Zadzwonił na numer alarmowy i dokładnie opisał dyspozytorowi objawy zaobserwowane u wujka – siną twarz, początkowe problemy z oddychaniem, a następnie brak oddechu. Gdy dyspozytor stwierdził, że u mężczyzny doszło do zatrzymania krążenia, na miejsce wysłał karetkę.

Wtedy jednak 10-latek oznajmił, że jest po kursie pierwszej pomocy i wie, jak wykonać ucisk klatki piersiowej. Chwilę potem przystąpił do ratowania życia wujka. 

Cały przebieg rozmowy z dyspozytorem pogotowia ratunkowego został nagrany. Po jego odsłuchaniu ratownicy byli w szoku, jakim opanowaniem i umiejętnościami wykazał się Mateusz.

– Nagranie jest zaskakujące. Dziecko zachowuje się jak dojrzały człowiek. Słuchaliśmy tego kilka razy: chłopiec jest spokojny, rzeczowy, nastawiony na pomoc – mówi “Wyborczej” Robert Judek, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu.

💪MAŁY BOHATER💪 – 9 letni chłopiec prowadził rozmowę z dyspozytorem medycznym, oceniał osobę poszkodowaną, wydawał…

Gepostet von Pogotowie Ratunkowe w Poznaniu am Donnerstag, 29. August 2019

Karetka przyjechała po sześciu minutach od zgłoszenia. Wtedy w reanimacji chłopcu pomagał już sąsiad. Jednak to Mateusz cały czas koordynował jego działania. 

Jak się okazało, zatrzymanie krążenia u wujka Mateusza spowodowała arytmia. – To bardzo poważne zaburzenie, które polega na szybkiej i nieskoordynowanej pracy serca. Jeśli w porę nie uda się przerwać arytmii, u chorego w ciągu 3-4 minut dochodzi z powodu niedotlenienia do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu i śmierci. W wielu przypadkach chorzy umierają albo dochodzi u nich do różnego stopnia uszkodzenia mózgu, które objawia się pod postacią trwałych zaburzeń pamięci albo śpiączki. Tylko podjęcie natychmiastowej resuscytacji krążeniowo- oddechowej, czyli reanimacji, daje pacjentowi szansę na przeżycie – mówi “Wyborczej” Aneta Klotzka, kardiolożka ze Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu.

To oznacza, że 10-letni Mateusz uratował swojemu wujkowi życie. Mężczyzna jest całkowicie sprawny. Chłopiec przyznaje, że swoje opanowanie zawdzięcza dwóm kursom pierwszej pomocy, które przeszedł.

– Dzięki temu wiedziałem dokładnie, co mam robić. Ratując wujka nie myślałem o niczym innym. Dopiero po wszystkim zeszły ze mnie emocje, i popłakałem się – opowiada chłopiec.

(Źródło: Gazeta Wyborcza)