Rozwód w dzisiejszych czasach jest już na porządku dziennym. Na początku wielka miłość, potem jednak następuje czas gdy jedna ze stron lub dwie chcą zakończyć związek. Nasi dziadkowie powtarzali że jak w ich czasach się psuło to się naprawiało a nie wyrzucało. Historia tego związku miała się zakończył podobnie jak wszystkie inne w tych czasach, a jednak coś niezwykłego się wydarzyło!

„Pewnego dnia, kiedy wróciłem do domu, moja żona podała mi kolację, a ja chwyciłem ją za rękę i powiedziałem: „Chcę rozwodu”… O dziwo nie zdenerwowało ją to, jedynie spokojnie zapytała „dlaczego?”. Ja milczałem… A to całkowicie wyprowadziło ją z równowagi. Zwaliła talerz i krzyknęła mi prosto w twarz: „Nie jesteś prawdziwym mężczyzną!”.

Nie rozmawialiśmy już o tym tego dnia. Ona płakała. Wiedziałem, że usiłuje znaleźć przyczynę naszego nieudanego małżeństwa, ale nie byłem w stanie jej tego powiedzieć… Byłem pewny, że chce od niej odejść, ponieważ zakochałem się w Jane. A miłość do mojej żony, całkowicie wygasła, lecz przyznam, że strasznie zrobiło mi się jej żal.

Z poczuciem winy wręczyłem jej papiery rozwodowe, pozostawiając jej dom, samochód, i 30% udziałów w swojej firmie. Spojrzała na mnie z wielkim gniewem i ze złością podarła papiery. Było mi przykro, że zainwestowała tyle czasu i siły dla dobra naszego małżeństwa, ale nie mogłem już cofnąć tego, co powiedziałem. W końcu wybuchła wielkim płaczem i chyba uświadomiła sobie, że to naprawdę koniec.

Kiedy wróciłem późno z pracy następnego dnia, ona siedziała i pisała coś przy stole. Byłem tak zmęczony po spotkaniu z Jane, że nawet nic nie jadłem i od razu poszedłem do łóżka spać. Następnego ranka, już wiedziałem co wczoraj tak pisała… Przedstawiła mi na kartce swoje warunki naszego rozwodu: Nie żądała niczego ode mnie, ale poprosiła, żebym przyszły miesiąc spędził z nią tak jak zwykle. Ponieważ, nasz syn miał ważne egzaminy w tym miesiącu, a ona nie chciała obciążać go rozwodem. Poprosiła mnie także o dość nietypową rzecz, abym przypomniał sobie dni po naszym ślubie i przez cały miesiąc przenosił ją na rękach z sypialni za próg naszych drzwi wejściowych. Myślałem, że oszalała, ale chciałem aby nasze ostatnie dni były znośne, dlatego zgodziłem się.

W pierwszym dniu, oboje czuliśmy się trochę niezręcznie, byliśmy nieco niezdarni. Ale widziałem, że nasz syn miał z tego ogromną radość. Towarzyszył nam przez całą drogę od sypialni aż do samych drzwi. Jego okrzyki radości spowodowały we mnie potworną falę bólu. Zaniosłem ją z sypialni, przez salon, a następnie do drzwi frontowych. Zamknęła oczy i powiedziała do mnie cichym głosem: „Nie mów naszemu synowi nic o rozwodzie, proszę…” Kiwnąłem głową i ustawiłem ją na zewnątrz przed drzwiami. Drugiego dnia szło nam już znacznie łatwiej. Moja żona wtuliła się we mnie, a wtedy poczułem zapach jej perfum. Zdałem sobie sprawę, że już od dawna nie patrzyłem na nią, jak na kobietę. Nie była już tak młoda jak kiedyś, na jej twarzy można było dostrzec drobne zmarszczki a jej włosy już zaczynały siwieć. Nasze małżeństwo zostawiło na niej swoje ślady. Przez chwilę zadałem sobie pytanie, co ja jej zrobiłem…

Trzeciego dnia nagle poczułem coś, czego już od dawna między nami nie było. Znajome uczucie z przeszłości, które przelałem do Jane. Oczywiście nie powiedziałem jej o tym co czuje, gdy nosiłem ją na rękach. Każdego następnego dnia odnosiłem wrażenie, że idzie mi z tym coraz lepiej, a uczucie między nami rośnie. Pewnego ranka do mnie dotarło, jak wiele bólu musiała znieść z mojego powodu. Bez myślenia, pogłaskałem ją po głowie. Wtedy przyszedł nasz syn i powiedział: „Tato, nadszedł czas, aby zanieść mamę!”. To stało się dla niego porannym rytuałem. Moja żona złapała go i przytuliła do piersi, ja także się do nich zbliżyłem. Poczułem się wtedy tak samo jak w dniu naszego ślubu…

W ostatnim dniu naszej umowy, już nie mogłem dalej tego znieść. Wiedziałem, co muszę zrobić. Z samego ranka pojechałem, do mieszkania Jane, a tam powiedziałem jej jak bardzo kocham swoją żonę i że chcę z nią być do końca swojego życia. Nagle już wszystko stało się dla mnie jasne: tak, jak w dniu naszego ślubu przenosiłem swoją żonę przez próg, tak, chcę to robić każdego dnia dopóki śmierć nas nie rozłączy. W drodze do domu, kupiłem jej wielki bukiet róż, a kiedy kwiaciarka zapytała co powinna napisać na dopiętej kartce, uśmiechnąłem się i powiedziałem: „Będę nosił Cię każdego ranka, dopóki śmierć nas nie rozłączy!”

„Z kwiatami w ręku i wielkim uśmiechem na twarzy, wróciłem do domu. Niestety zastałem tam lekarza, który powiedział mi coś, co zwaliło mnie z nóg. Chyba nie wylałem tylu łez co wtedy, przez całe swoje życie. Moja żona zmarła podczas snu. Okazało się, że była ciężko chora już od kilku miesięcy, ale byłem tak zajęty Jane, że nie zauważyłem cierpienia swojej żony. Musiała dobrze wiedzieć o tym, że nie zostało jej zbyt wiele czasu, ponieważ nie chciała wpływać na relację między mną a synem. Chciała, żebym w jego oczach, był najbardziej kochającym mężem na świecie. I tak niosłem ją po raz ostatni przez próg naszego domu… Nie podaruje sobie tego nigdy, że moja żona odeszła, nie wiedząc o tym, jak bardzo ją kocham… Uzmysłowiłem sobie to zdecydowanie za późno.”
Czasami uświadamiamy sobie jaki skarb posiadamy, gdy już jest za późno. Doceniajmy naszych bliskich. Mamy nadzieję, że ta historia, zmusi co niektórych do przypomnienia sobie dni, jak ich uczucie wyglądało na początku. Nie pozwólmy, aby ono wygasło!

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!