Zdradzał ją i zostawił. Po miesiącach napisał jej długą wiadomość z prośbą

Ludzie wiążą się ze sobą nie z założeniem, że się rozstaną, ale takim, że będą trwać wiecznie. Niestety życie zaskakuje na każdym kroku i czasem miłość odchodzi w zapomnienie, pozostawiając żal, złamane serce i smutek. W historii Agnieszki i Marcina było podobnie. Byli parą trzy lata i dogadywali się – to znaczy tak im się wydawało.

Ona chciała z nim być do końca życia i planowała ślub, ale on pewnego dnia po prostu odszedł.Poznał inną kobietę i chciał z nią zacząć układać sobie życie.

Było jej ciężko, nie umiała się z tym oswoić, bo to, co uważała za fundament, okazało się budowlą z piasku. Dochodziła długo do siebie, ale w końcu po czasie udało jej się znaleźć spokój wewnętrzny

I wtedy odezwał się do niej Marcin… Napisał do niej list na Facebooku! O tym, jak się wtedy czuła i co zawierała wiadomość od byłego, napisała Agnieszka do serwisu papilot.pl.

Potrzebuję porady od kogoś, kto nie zna ani mnie, ani mojego byłego chłopaka. Siostra i przyjaciółka nie są obiektywne”

Ze złości na mojego eks i na to, co mi zrobił, od razu odradziły mi kontaktowanie się z nim. A ja nie jestem pewna, czy powinnam milczeć. Postaram się wszystko opisać chronologicznie, żebyście miały pełny obraz mojej sytuacji. Liczę na pomocne komentarze.

Mam 27 lat i dokładnie od roku jestem singielką. Po trzech latach związku rzucił mnie chłopak, z którym planowałam założyć rodzinę. Marcin. Nasza relacja nie była idealna, różniliśmy się pod wieloma względami, ale mimo to wychodziliśmy z założenia, że „przeciwieństwa się przyciągają”. Ja słucham rocka, on hip-hopu. Ja jestem pedantką, on bałaganiarzem. Ja uwielbiam czytać książki, a on woli komiksy. Codziennie spieraliśmy się o milion różnych drobnostek, ale chyba to właśnie było w naszym związku najfajniejsze. Wzajemnie się uzupełnialiśmy i próbowaliśmy przekonać do swoich racji.

Poznaliśmy się przez Internet. Jemu spodobało się moje zdjęcie profilowe, więc napisał wiadomość: „Chyba zakochałem się od pierwszego wejrzenia”. Wiem, tandetny tekst, ale w tamtym momencie rozbawił mnie do tego stopnia, że mu odpisałam. I tak jakoś od słowa do słowa, od rozmowy do rozmowy, umówiliśmy się na randkę.

Myślę, że wyglądaliśmy tamtego dnia komicznie. Ja wystroiłam się na spotkanie, bo założyłam sukienkę i szpilki, a on ubrał się w szerokie spodnie dresowe i luźny T-shirt, który w dodatku miał jakąś plamę na rękawie. Marcin wyjaśnił mi, że to jego szczęśliwa koszulka, a plamy nie da się sprać. Dopiero po jakimś czasie przyznał mi się, że to było kłamstwo, a tę bluzkę założył tylko dlatego, że była w lepszym stanie od jego pozostałych ciuchów. Tak jak wspomniałam wcześniej – był bałaganiarzem

„Na tym pierwszym spotkaniu rozmawiało nam się nadzwyczaj dobrze. On ma takie poczucie humoru, że natychmiast przełamaliśmy lody”

Na pożegnanie pocałowaliśmy się po raz pierwszy i od tamtego momentu tak naprawdę rozpoczął się nasz związek. Nie było kolorowo. Często były spory i kłótnie, ale coś nas do siebie przyciągało do tego stopnia, że po 6 miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem. Marcin wprowadził się do mojego mieszkania, które odziedziczyłam po babci.

Początkowo myślałam, że nasz związek rozpadnie się już po tygodniu od wspólnego zamieszkania. Nie mogłam znieść, że mój chłopak po sobie nie zmywa, że wszędzie leżą jego spodnie, że nie chowa swoich butów do szafki tylko zostawia je na podłodze w korytarzu. Nie będę ukrywać – kilka awantur kończyło się tym, że pakował walizki i chciał się wyprowadzać. Za każdym razem dochodziliśmy jednak do porozumienia.

Docieraliśmy się tak przez kilka miesięcy. W końcu nauczyliśmy się jednak ze sobą żyć. Ja przestałam obsesyjnie po nim sprzątać, a on starał się już tak bardzo nie bałaganić. W tamtym okresie byłam naprawdę szczęśliwa.

Po trzech latach naszego związku, Marcin zaczął się jakoś dziwnie zachowywać. Coraz mniej przebywał w domu, był nieobecny myślami, często prowokował jakieś sprzeczki. Sądziłam, że ma nerwowy okres w pracy i że to minie. Ale było coraz gorzej.

„Po jednej z awantur rozpłakałam się, choć nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Zapytałam wtedy Marcina wprost, o co chodzi. Uważałam, że zasługuję na prawdę”

Zbierał się w sobie długo, ale w końcu przyznał się, że poznał inną dziewczynę, która jest chyba jego bratnią duszą. Mają podobne zainteresowania, doskonale się rozumieją. Jednym słowem zakochał się i chciałby z nią spróbować.

Nie chcę opisywać, co wtedy czułam. W jednej chwili runął cały mój świat. Wydawało mi się, że się duszę, że umrę za chwilę. Zdołałam jednak tylko wyszeptać, żeby zabierał swoje rzeczy i się wynosił. Nie musiałam dwa razy powtarzać. Ulżyło mu, że może się ode mnie uwolnić.

Przez rok nie mieliśmy zupełnie żadnego kontaktu. Wykasowałam jego numer telefonu, usunęłam go ze znajomych na Facebooku, przestałam go obserwować na Instagramie. Moja siostra i przyjaciółka najlepiej wiedzą, jak bardzo przez ten cały czas cierpiałam. Na okrągło słuchały mojego płaczu i moich depresyjnych gadek

„I kiedy wreszcie udało mi się wyjść na prostą, kiedy znowu zaczęłam się uśmiechać i przestałam nienawidzić facetów, Marcin napisał do mnie list na Facebooku”

Nie krótką wiadomość, tylko długi list. Zacytuję kilka fragmentów:

Wiem, że nie powinienem do ciebie pisać po tym, co ci zrobiłem, ale jeśli tego nie zrobię, będę żałował. Zachowałem się jak kretyn. Nie wiem, co mi odbiło. Byłem z tobą szczęśliwy, a mimo to postanowiłem odejść. Sam siebie nie rozumiem i sam na siebie jestem zły.

Z tamtą dziewczyną nie jestem już od kilku miesięcy, ale dopiero teraz zebrałem się na odwagę, żeby do ciebie napisać. Zrozumiem, jeśli mnie olejesz, choć tak naprawdę liczę, że mi odpiszesz.

Chciałbym się z tobą spotkać, porozmawiać, spróbować odbudować to, co kiedyś nas łączyło.Nadal cię kocham. Tamta dziewczyna nie dorasta ci do pięt, o czym przekonałem się zbyt późno. Nie powinienem był rozwalać naszego związku dla kogoś takiego. Proszę, daj mi drugą szansę. Jestem idiotą, ale kocham cię jak nigdy nikogo

Agnieszka nie wie, czy ma mu odpisać. Pyta, czy ma mu odpisać, a może zlekceważyć wiadomość?