Strona główna Magazyn Zawinęłam dziecko w ręcznik, wrzuciłam do piecyka

Zawinęłam dziecko w ręcznik, wrzuciłam do piecyka

– Prawie niczego nie pamiętam. Jestem tylko pewna, że dziecko było martwe, sine, nie ruszało się. Nie było widać, aby oddychało. Dlatego zawinęłam je w ręcznik i schowałam w piecyku – tak tłumaczy się w rozmowie z naszą reporterką kobieta, która odpowiada przed sądem za przerażającą zbrodnię. 22-letnia Agata F. spod Lublina, według prokuratura spaliła córeczkę w piecu.

Długowłosa studentka prawa zgodziła się na rozmowę w areszcie śledczym w Lublinie. Siedzi tam od czerwca zeszłego roku i stamtąd jest dowożona do sądu, gdzie toczy się jej rozprawa.

– Dziś myślę, że wszystko bym zrobiła inaczej. Powiedziałabym wszystkim, że jestem w ciąży, urodziłabym i wychowała – mówi rozedrgana.

Chciała ukryć ciążę

Ta koszmarna historia rozegrała się w domu pod Lublinem. Agata F. mieszkała w nim z rodzicami i siostrą. Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży ze swoim 27-letnim narzeczonym postanowiła to ukrywać.

Bliscy kilka tygodni przed terminem porodu zauważyli, że kobieta przytyła. Wypytywali ją, czy spodziewa się dziecka. Dziewczyna za każdym razem zaprzeczała. Zaczęła zamykać się w swoim pokoju, milczała, przestała jeździć na lubelską uczelnię.

– Nagle poczułam skurcze. Byłam tym taka zaskoczona. Weszłam do wanny. Dziecko wpadło do wody – mówi nam Agata F.

Spaliła i poszła na wesele

Z ustaleń śledczych wynika, że dziecko – dziewczynka – mogło utonąć. Gdy nikogo nie było już w domu matka zawinęła je w ręcznik, wrzuciła do pieca i spaliła. – Leżałam na łóżku i nasłuchiwałam – wyznaje naszej reporterce okrutna matka i po tych słowach zalewa się łzami.

Po okrutnym czynie poszła na wesele do znajomej. To rodzice i siostra odkryli makabryczną prawdę. Widząc spalone ciałko wezwali policję. – Zobaczyłem kawałek nadpalonej nóżki, trochę dalej była część rączki, puszka po piwie i niedopalone śmieci – mówił w sądzie jeden z funkcjonariuszy wstrząśnięty tym widokiem.

Z budowy i ukształtowania szczątków biegli ustalili, że niemowlę mogło urodzić się w 7-8 miesiącu ciąży.

Rodzina dzwoni po policję

– Siostra Agaty zajrzała do piecyka. Zauważyła, że coś tam jest i postanowiła zajrzeć głębiej. Tam zorientowała się, że w środku są zwłoki opalonego dziecka. Była zdenerwowana, obie byłyśmy w szoku (…) Potem zajrzałam sama do wnętrza piecyka i zauważyłam w piecu kawałek stópki opalonej – relacjonuje nam matka Agaty F.

Matka Agaty F. natychmiast zadzwoniła do męża. – Gdy przyjechałem, żona z córką pokazały mi, co znalazły. To był tragiczny widok. Szok po prostu (…) Potem zapadła decyzja, by zadzwonić na policję. Sumienie by mi nie pozwoliło chronić córkę – dodaje w rozmowie z Fakt24 ojciec 22-letniej studentki.

Od niedawna Agata F. wie, że została zatrzymana po telefonie ojca na policję. Nie chciała odpowiedzieć na pytanie, czy ma pretensje o to do rodziców. Przyznała jednak, że podczas widzeń nigdy z rodzicami tego tematu nie porusza.

Mimo tragedii, która wydarzyła się pod dachem ich domu, rodzice Agaty F. wciąż wierzą, że ich córka nie zamordowała noworodka tylko, że dziecko urodziło się martwe. – Córka zawsze to powtarza, a ona zawsze dzieci lubiła, a one do niej lgnęły – zaznacza ojciec 22-latki.

Proces okrutnej matki powoli dobiega końca. Agacie F. grozi dożywocie. Jej adwokat chce, żeby odpowiadała jedynie za zbezczeszczenie zwłok.