Zabójca Pawła Adamowicza leczył się psychiatrycznie w więzieniu. Psychiatra twierdzi, że jego zachowania nie da się wytłumaczyć racjonalnie. – Prezydent został potraktowany jako symbol władzy. Z Platformą Obywatelską w tle. To świadome lub podświadome wzorowanie się na aktach terrorystycznych, które właśnie w ten sposób są motywowane. A w podświadomości osób chorych psychicznie gdzieś to się zasadza i daje właśnie takie efekty – mówi naTemat dr Jerzy Pobocha, psychiatra, biegły sądowy, który ponad 30 lat pracował w areszcie śledczym. Zdaniem eksperta, chciał zaatakować ważną osobę, a najważniejszą osobą na scenie był prezydent. Gdyby stał tam poseł lub minister, być może padłoby na niego.

Sprawcą horroru, który rozegrał się w niedzielę podczas finału 27. edycji WOŚP w Gdańsku, był 27-letni Stefan W. Napastnik wtargnął na scenę i kilkukrotnie ugodził nożem Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska zmarł w poniedziałek w szpitalu. Na jaw wychodzą przerażające fakty. Okazuje się bowiem, że zatrzymany mężczyzna był nie tylko karany za napady z bronią w ręku, ale miał też problemy psychiczne.

Z informacji, do których dotarła Polska Agencja Prasowa, wynika, że na początku 2016 roku Stefan W. spędził około półtora miesiąca na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego. Osadzony został przebadany przez psychiatrów, którzy rozpoznali u niego schizofrenię i poddali leczeniu farmakologicznemu. Według lekarzy doszło do remisji choroby (przejściowego ustąpienia lub zahamowania objawów chorobowych), lecz do końca pobytu w więzieniu, tj. do 8 grudnia 2018 roku, mężczyzna był pod stałą kontrolą medyczną.

„Nożownik nie miał prywatnego urazu do Adamowicza”

W rozmowie z naTemat psychiatra Jerzy Pobocha przyznaje, że zachowania zamachowca nie da się racjonalnie wytłumaczyć. – Jeśli ktoś po dokonaniu takiego czynu się śmieje, to jest objaw, który występuje w schizofrenii. Nazywa się to paratymia. Emocje tej osoby są zupełnie obok jej zachowania, obok tego, co się stało. Ten przykład można pokazywać studentom jako klasykę zaburzeń psychicznych – tłumaczy.

Na pytanie dziennikarza , czy nożownik mógł był pod wpływem narkotyków lub innych środków dr Pobocha przyznaje, że tak. Tylko, że wtedy utrzymuje się pobudzenie, a on był zupełnie spokojny. – Nie był agresywny, mógł pokaleczyć wszystkie osoby, których wokół było bardzo dużo. Śmiał się – zwraca uwagę psychiatra.

Kolejnym czynnikiem, który może świadczyć o zaburzeniach jest to, że wybrał kulminacyjny moment, kiedy mógł zyskać większy rozgłos. Zrobił to na oczach kamer. Zdaniem eksperta, chciał zaatakować ważną osobę, a najważniejszą osobą na scenie był prezydent. Gdyby stał tam poseł lub minister, być może padłoby na niego.

Dr Pobocha uważa, że sprawca nie miał prywatnego urazu do Adamowicza. – Prezydent został potraktowany jako symbol władzy. Z Platformą Obywatelską w tle. To świadome lub podświadome wzorowanie się na aktach terrorystycznych, które właśnie w ten sposób są motywowane. A w podświadomości osób chorych psychicznie gdzieś to się zasadza i daje właśnie takie efekty – mówi w rozmowie z portalem.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!