Emitowany w Polsce w latach 80. serial „Niewolnica Isaura” zyskał ogromną popularność. Wynikało to zapewne z faktu, że serial był pełen egzotyki i ubarwiał szarą rzeczywistość PRL-u.

Serial powstał w 1975 roku, jednak na polskich ekranach pojawił się dopiero w 1984 roku. Zyskał sympatię widzów na całym świecie. Jego twórcy kompletnie nie spodziewali się aż takiego odzewu ze strony publiki zgromadzonej przed telewizorami w różnych zakątkach naszego globu.

Serial w Polsce znalazł się zupełnym przypadkiem. Otóż podczas festiwalu w Cannes, polskie stoisko znajdowało się w sąsiedztwie brazylijskiego. Przedstawiciele obu krajów uzgodnili, że strona polska zakupi prawa do emisji serialu. Jako ciekawostkę można podać, że Polskę podczas tych rozmów reprezentował Lew Rywin, a w naszym kraju z początku nie spodziewano się dużej oglądalności.

Co więcej, telewizja dokonała zmian w nagraniach, łącząc ze sobą poszczególne odcinki i skracając zbyt długie (zdaniem ekspertów) sceny. Obawiano się bowiem, że polscy widzowie nie przekonają się do zupełnie nowego sposobu nagrywania. W efekcie końcowych prac z oryginalnych stu piętnastominutowych odcinków uzyskano tylko 15 trwających godzinę.

Przez ten zabieg fabuła serialu zyskała na dynamice, jednak wątpliwe jest, by rzeczywiście wpłynęło to na popularność serialu.

Uwielbiany przez miliony

Polscy widzowie prędko zasypali telewizję ogromem listów, w których zadawano liczne pytania i proszono o powtórki. By sprostać oczekiwaniom widzów zdecydowano się emitować serial nie tylko wieczorem, ale także rano.

W czym tkwił sekret ogromnej popularności serialu?

Serial zyskał sobie sympatię publiki przez to, że był zgoła inny niż ówczesna smutna i szara komunistyczna codzienność. Nie brakowało w nim egzotyki i kolorów, a równocześnie był niczym bajka dla dorosłych. Odwieczna walka dobra ze złem kończyła się zwycięstwem dobra.

Przyjazd do Polski aktorów wcielających się w serialu główne role był porównywalny rangą do wizyty Papieża.

Licznie zgromadzeni na ich powitaniu ludzie płakali, całowali aktorów po rękach i padali im u nóg. To była zbiorowa histeria. Służby MO oraz ochrona aktorów nie raz zmuszone były interweniować, by uspokoić rozemocjonowany tłum.

Po emisji ostatniego odcinka, smutek ludzi był ogromny. Czuć było go na ulicach.

Niektórzy porównują ówczesne przygnębienie do żałoby narodowej. By pocieszyć widzów, telewizja zakupiła prawa do dwóch innych seriali – najpierw emitowano “W kamiennym kręgu”, a potem “Pannę dziedziczkę”. Jednak ani jedna ani druga propozycja nie spotkała się z tak wielkim zainteresowaniem ze strony widzów jak “Niewolnica Isaura”.

Dziś pozostałością po rozgłosie „Niewolnicy Isaury” są jedynie egzotyczne imiona, wcześniej nieznane w Polsce. Izaury, Tobiasze i Malwiny przypominają o popularności serialu. Jedynie Leoncio nie spotkał się z zainteresowaniem ze strony ówczesnych rodziców.

Odtwórca roli złego plantatora, Rubens de Falco, zmarł w 2008 roku.

Grająca pierwszoplanową rolę żeńską, Lucelia Santos, dzięki kreacji białej niewolnicy, stała się najbardziej rozpoznawalną aktorką brazylijską na świecie.

Ma na swoim koncie liczne występy w filmach i serialach. Sporą popularność zyskał jej film dokumentalny pt. “Timor Wschodni – masakra, której świat nie zobaczył”.

Sama Lucelia pozostała bardzo ciepłą i zwyczajną osobą. W niczym nie przypomina rozkapryszonych celebrytek prosto z Hollywood. Nie ma kompleksów i nie korzystała z zabiegów poprawiających urodę. Nie poddała się żadnym operacjom, nie stosowała botoksu. Stawia na naturalność i akceptuje nieodwracalny upływ czasu.

Pomimo 60 lat, nadal zachwyca szczupłą, zgrabną, dziewczęcą sylwetką.

Czy i Wy zgodzicie się, że przyjemnie się na nią spogląda?

Jeżeli pamiętacie jeszcze ten serial, koniecznie napiszcie nam o tym w komentarzu. I nie zapomnijcie udostępnić artykułu znajomym – dla przypomnienia im tamtych lat.

Źródło: focus.pl

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!