Na weselach dzieją się różne, nieprzewidywalne rzeczy, które wpisują się w rodzinne opowieści, którymi ludzie dzielą się między sobą przez długie lata. Tak było też na ślubie Amandy. Kobieta tak bardzo oburzyła się tym, co ją spotkało, że postanowiła podzielić się zachowaniem świadka swojego męża.

Nasza historia nie różni się za bardzo od innych, podobnych. Zaczęłam spotykać się z moim przyszłym mężem, potem zaszłam w ciążę, zamieszkaliśmy razem w nowym domu i kupiliśmy psa. Nasza rodzina i przyjaciele zaczęli nas pytać o to, kiedy w końcu się pobierzemy. Zawsze było coś ważniejszego niż organizacja ceremonii – nie ma co ukrywać, że to wydatek, a przy dziecku zawsze coś trzeba kupić i w coś zainwestować. Ale nadszedł czas, w którym w końcu mogliśmy zrealizować ten plan i zorganizować duże wesele i zaprosić wszystkich ważnych dla nas gości. W końcu nadszedł ten dzień. Miejsce było cudowne, goście dopisali, świadek – przyjaciel mojego męża, także wydawał się być w porządku. Moja mama cieszyła się jak nikt, że w końcu nasz związek został sformalizowany.

View this post on Instagram

"Hand in Hand ein Leben lang.."💓💓 unsere Hochzeit war für uns wirklich perfekt… aber einen kleinen #weddingfail hatten wir ja dann doch 🙊🙉🙈 während der Trauung haben wir verzweifelt auf den berühmten Satz "jetzt dürfen Sie die Braut küssen" gewartet… irgendwie kam der Satz aber nicht und unser Pfarrer zog sein Programm streng fort… das 💏 haben wir dann beim Auszug nachgeholt 🙈 so nervös wie vor dem Traualtar war ich noch nicht mal an meinem Bachelor Kolloquium 😂hatten eure Männer eigentlich während der Trauung Tränen in den Augen?! Meiner behauptet ja bis heute das er "nur geschwitzt hat" (was auch mein Papa behauptet) 🙈😂 … morgen kommt auch endlich unser Thermomix 😍 meine Mama hat sich auch schon einen bestellt 🙈 #teamthermomix #sommerbraut #brautkleid #wedding #julibraut #bride #groom #happy #handinhandeinlebenlang #church #whendreamscometrue 💓

A post shared by L.F. 🌷 (@our_adventure_living) on

Brzmi jak dość typowy ślub, prawda? Dość zwykły, dopóki nie dowiesz się, co Jacek (świadek mojego męża) postanowił zrobić… Najpierw w czasie toastu wznoszonego przez mojego męża postanowił nagle wstać i oświadczyć się swojej dziewczynie Juli i przy okazji oświadczył, że spodziewają się dziecka. Pomyślisz sobie, że to nie na miejscu? Poczekaj na to, co wydarzy się później. Goście byli nieco zdziwieni – ja zresztą też. No jak można przerwać Panu Młodemu wygłaszanie przemowy, żeby zwrócić na siebie uwagę?! Ale ok, ugryzłam się w język, przemilczałam i myślałam, że na tym się skończy. Niestety nie…

Jacek dopiero po chwili się zorientował, że jednak nie powinien tego robić i nas przeprosił, a gdy mój mąż zaczął mówić znów swoją przysięgę, którą chciał powiedzieć mi przed gośćmi… no nie zgadniecie… JACEK wyparował nagle o planach na przyszłość wobec swojej narzeczonej. Energicznie wstał i gestem szlacheckiego księcia kazał orkiestrze zacząć grać i wyciągnął tą biedną Julię na środek sali, aby mogli zatańczyć. I teraz hit: my nie zdążyliśmy jeszcze zatańczyć swojego pierwszego tańce.

Niestety wątek Jacka przewijał się przez całe wesele. Gdy tylko była okazja, dawał znać o sobie i o Juli, która nie był zadowolona z tego faktu, że psuje komuś najważniejszy dzień w życiu. Ciekawe także było rzucanie welonem i muszką, która tak naprawdę się nie odbyło, ponieważ, jak się domyślacie, nasz bohater podszedł do nas na środku sali i powiedział, że w związku z tym, że nikt inny nie oświadczył się dziś swojej kobiecie (naprawdę to takie dziwne?!), to im się NALEŻY welon i muszka. Nie było sensu z nim dyskutować, dlatego przekazaliśmy im te rzeczy.

W międzyczasie od gości dowiedzieliśmy się, że Jacek na prawo i lewo oświadczał, że on na pewno będzie mieć jedną salę na zewnątrz, bo dzięki temu wesele zyska niepowtarzalny klimat. Fajnie dowiedzieć się, że świadek jest aż tak niezadowolony z tego, jak wygląda ślub, na którym aktualnie się bawi. Hitem było także to, gdy dziękowaliśmy rodzicom. I wtedy pojawił się kto? On! Gdy staliśmy na środku z koszem pełnym pamiątek, podszedł Jacek i powiedział: „Mamo, tato, cieszę się, że byliście dziś ze mną w tak ważnym dla mnie dniu. Możecie być pewni, że podziękuję Wam za moje wychowanie w cudowny sposób”. Cóż więcej można powiedzieć? Mój mąż oczywiście, jak to mężczyzna, nie potrafi długo się denerwować. Śmieje się tylko, że Jacek powinien oddać nam za połowę wesela.

Czy można sobie wyobrazić gorsze wesele?!

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!