Wydawałoby się, że czasy Znachora mamy już za sobą. Jak się okazuje, wciąż wiele osób z różnych powodów unika profesjonalnej medycznej pomocy, uciekając się do domowych sposobów leczenia. Czasem jest to spowodowane przestrzeganiem zasad religii, światopoglądem, a czasem po prostu lekkomyślnością. Czym kierowała się Patricia Flores, która nie wezwała pomocy dla swojego poparzonego dwuletniego wnuczka? Pewnie nigdy nie dowiemy się całej prawdy.

Lyfe Flores pozostając pod opieką babci doznał poważnych obrażeń, spowodowanych oparzeniem całego ciała. Kobieta nie uznała jednak tego wypadku za wystarczający powód do wezwania pogotowia. Zamiast tego, postanowiła na własną rękę wyleczyć rany dziecka, co niestety skończyło się dla niego tragicznie. Po sześciu dniach naznaczonych cierpieniem, chłopiec zmarł.

Gdy sprawą zainteresowała się policja, kobieta wyjaśniła, że Lyfe poparzył się, gdy niefortunnie wpadł do wanny z wrzącą wodą. Jej zdaniem stan dziecka nie wymagał hospitalizacji. Dopiero po kilku dniach, gdy chłopiec gorzej się poczuł, uznała, że powinien zobaczyć go lekarz. Jak wiemy, było już za późno.

W szpitalu stwierdzono, że do tej pory nie mieli do czynienia z tak rozległymi obrażeniami na ciele małego człowieka. Oprócz poparzenia, dwulatek miał wybite zęby i doznał wewnętrznego krwotoku. Jakoś ciężko uwierzyć, że te wszystkie urazy powstały na skutek jednego upadku.

Tak czy inaczej, babci się nie upiekło. Postawiono jej zarzut morderstwa, co oznacza, że grozi jej od 5 do 99 lat pozbawienia wolności. Jak myślicie, jaka kara byłaby dostateczna dla tej nieodpowiedzialnej pani?

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz