Do tragicznego w skutkach wypadku doszło we wtorek rano na drodze wojewódzkiej numer 701 w podwarszawskim Płochocinie. 54-letni kierowca osobowego volkswagena zderzył się czołowo z busem. Sprawcą wypadku był kierowca trzeciego pojazdu, 24-letni Mateusz D., który ostatecznie wylądował w pobliskim rowie. Kiedy zorientował się, że doprowadził do tragedii, uciekł z miejsca zdarzenia. Wkrótce jednak wrócił i poprosił mężczyznę z innego auta, by zadzwonił na numer 112. Kiedy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, 24-latek został zatrzymany.

Tragiczne skutki

W skutek czołowego zderzenia na miejscu zginął kierowca volkswagena. Podróżująca z nim kobieta trafiła do szpitala. Do szpitala trafił również kierowca busa. Znacznie więcej szczęścia w tym przypadku miał sprawca wypadku, któremu nic się nie stało.

Przyczyna wypadku

Prokuratura zakłada, że 24-letni Mateusz D., który kierował samochodem marki fiat, nie zachował zasad ostrożności podczas wyprzedzania wjeżdżając na przeciwległy pas ruchu, co uniemożliwiło minięcie się dwóm pozostałym pojazdom.

Zarzuty

Mateusz D. został już przesłuchany.

W środę prokurator przedstawił mu zarzut naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym w wyniku czego doprowadził do wypadku, w przebiegu którego kierowca samochodu marki Volkswagen Sharan doznał obrażeń ciała skutkujących śmiercią – powiedział TVN24 Łukasz Łapczyński, rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej

24-latek przyznał się do zarzuconego mu czynu

Podczas składania wyjaśnień Mateusz D. przyznał się, że nie posiada i nigdy wcześniej nie posiadał dokumentu, który uprawniałby go do prowadzenia pojazdu. Dziś już wiadomo, że za spowodowanie wypadku, w skutek którego śmierć poniosła druga osoba,Mateuszowi D. grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności. Szybko okazało się również, że 24-latek był już znany policji,co sam potwierdził przyznając się, że był już wcześniej karany.

Zatrzymany mężczyzna był trzeźwy

Po przeprowadzonych badaniach okazało się, że 24-latek w chwili doprowadzenia do wypadku był trzeźwy. Na chwilę obecnąnie wiadomo jeszcze, czy był pod wpływem innych środków odurzających – odpowiedź na to pytanie pomogą poznać dopiero wyniki dodatkowych badań.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!