Amelia, Małgosia, Karolina i Wiktoria świętowały tego dnia urodziny swojej koleżanki Julii. Postanowiły z tej okazji zrobić coś ciekawszego, niż impreza w domu lub na mieście. Poszły do escape roomu, z którego mogły wydostać się tylko po rozwiązaniu wszystkich zagadek. Chciały spędzić piątkowy wieczór na niewinnej zabawie, ale okrutny los miał wobec nich inne plany. Dziewczyny straciły życie, gdyż ktoś nie zadbał o to, by w koszalińskim escape roomie było bezpiecznie.

Fakt dowiedział się, kim są ofiary pożaru, który wybuchł w piątkowe popołudnie w koszalińskim escape roomie. Wszystkie dziewczynki urodziły się w 2003 r. Chodziły do ostatniej klasy gimnazjum nr 9 (przekształconego w szkołę podstawową nr 18). W escape roomie „Toniepokój” spotkały się, by świętować 16 urodziny jednej z nich, Julki. Jednak ani ona, ani Amelia, Gosia, Karolina czy Wiktoria nie mogły wiedzieć, jak wielkie niebezpieczeństwo im grozi. W końcu firma działała legalnie, miała stronę internetową i była oceniania przez internautów (opinie były skrajnie różne, ale dziewczyny postanowiły zaryzykować).

Ogień wybuchł prawdopodobnie w poczekalni. Jak wstępnie ustaliła prokuratura, pożar odciął 25-letniego pracownika firmy od uwięzionych w pokoju dziewczynek. Pracownik nie uciekł, lecz do końca próbował ratować uwięzione nastolatki. Nie wiadomo, dlaczego nie użył gaśnic. Być może znajdowały się poza jego zasięgiem. Ciężko poparzony trafił do szpitala. Jest utrzymywany w stanie śpiączki.

Sprawę bada 8 prokuratorów i specjalnie powołany zespół biegłych. Na razie udało się wstępnie ustalić, żepożar spowodowany był wyciekiem gazu z jednego z ogrzewających lokal piecyków, a dziewczynki zmarły z powodu zatrucia tlenkiem węgla. Ekspertyzy wykazały wiele uchybień w kwestii bezpieczeństwa w escape roomie. Śledztwo jest w toku.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!