Magdalena Adamowicz na okładce. Co powiedziała „Newsweekowi”?
Żona zamordowanego prezydenta Gdańska udzieliła okładkowego wywiadu naczelnemu „Newsweeka”. Choć ukaże się on w poniedziałek, znamy obszerne fragmenty rozmowy. Magdalena Adamowicz wspomniała w nich m. in. o tym, że w dniu śmierci mąż czuł niepokój.

Magdalena Adamowicz i jej córki wciąż nie mogą się pogodzić ze stratą męża i ojca. Żona prezydenta Gdańska wyznała w rozmowie z „Newsweekiem”, że otaczają się przedmiotami po nim.

„Antonina sypia w jego piżamie… ja wzięłam jego poduszki… nosimy jego swetry w domu… (…) Ze spotkania z przyjaciółmi w niedzielę zabraliśmy stojące tam zdjęcie Pawła” – powiedziała.

Adamowicz wspominała też, jak poznała się z mężem na Uniwersytecie w Gdańsku, ich pierwszy taniec i zaproszenie na bal, które od niego dostała.

Nie zatańczy z córką

Paweł Adamowicz był zapraszany na studniówki i otwierał Poloneza. Na taniec z nim czekała też Antonina Adamowicz. „A teraz córka płacze [mamo… już nie zatańczę z tatą poloneza na studniówce, nie zaprowadzi mnie do ołtarza, kogo ja teraz będę o wszystko pytać?]” – powiedziała Magdalena Adamowicz.

Wdowa opisała też poruszające pożegnanie z mężem. Mimo podróży rządowym samolotem, nie udało jej się zdążyć przed jego śmiercią. „Paweł był w takim białym worku, otworzyłam go… i przytulałam się do niego… całowałam. (…) On jeszcze nie był… taki… zimny… jeszcze był ciepły…” – wyznała.

Tej nocy nie mógł spać

Adamowicz zdradziła, że feralnego dnia jej mąż był niespokojny. Zadzwonił do niej bardzo wcześnie, mówiąc, że nie mógł spać, męczyły go koszmary, już o godzinie piątej siadł do biurka. „Był jakiś roztrzęsiony, nie mógł włączyć telewizji, bo coś poprzełączał w pilotach” – wspomina wdowa.

Później nie udało jej się już skontaktować z mężem. O tragedii poinformowała ją siostrzenica. „Madzia, jakiś facet zaatakował wujka nożem, jest reanimowany!” – relacjonowała. Miała nadzieję, że zamachowiec miał tylko scyzoryk, a gruba kurtkę ochroniła jej męża od poważnych obrażeń.

Wykonała setki telefonów, w końcu dodzwoniła się do wiceprezydenta Grzelaka. „Magda… szef… nie wiem, co tam się dzieje… mnie tam nie było…” – opowiadał jej, łkając.

„Kurski raz zadzwonił…”

Żona zamordowanego prezydenta przyznała też, że wraz z rodziną czuła się osaczona działaniami instytucji państwowych. Wspominała, że teść musiał stawić się na rozprawę w sądzie na wózku inwalidzkim. Ich doradca podatkowy musiał odpowiadać o obrazę urzędnika państwowego, bo stwierdził, że stosuje się że wobec nich „esbeckie metody”.

Wdowa opisywała, jak wściekły był Adamowicz po powrocie z przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold. „Nie powiem jakich słów użył, że ten taki i owaki leciał za nim i darł się, a ludzie patrzyli… To go strasznie męczyło. Ale ten facet z TVP biegał też za moją mamą” – powiedziała. Chodzi o reportera TVP Łukasza Sitka.

Adamowicz nie odpowiedziała, czy mąż skarżył się na ataki ze strony TVP u Jacka Kurskiego. Prezes telewizji pochodzi z Gdańska. „Kurski raz sam zadzwonił, gdy zmarła mu mama i potrzebował od Pawła jakiejś pomocy. Paweł mu pomógł” – powiedziała.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!