Przywiązywanie starszych, schorowanych ludzi do foteli, niedożywienie, brud, bezduszność personelu… Tak zdaniem części byłych pracowników i kilku rodzin pensjonariuszy wygląda sytuacja w Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczy Millenium w Siennicy na Mazowszu.

„Zamieszkaj z nami w przepięknej willi pod Nasielskiem z rozległym ogrodem i przepięknym wiekowym parkiem” – czytamy na stronie Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego Millenium w Siennicy. W ostatnim czasie zrobiło się o nim głośno. Wszystko za sprawą prof. Witolda Jacórzyńskiego. Postanowił on publicznie podzielić się swoimi doświadczeniami z placówką. Niedawno zmarła w niej jego matka. Historię opublikował na Facebooku jego przyjaciel, Andrzej Saramonowicz.

– Przeklęte poczucie winy już mnie nie opuści, nawet gdybym uciekł na księżyc. To wszystko mogło być inaczej – napisał Witold Jacórzyński. Jego matka trafiła do zakładu Millenium w połowie marca. – W Szpitalu Bielańskim wyleczyli Cię z chorób, na które cierpiałaś przez ostatnie dwa lata: świąd i zakrzepica. Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie prosiłaś przez telefon o śmierć. Chciałaś żyć. Była nadzieja – wspominał.

Profesor od 23 lat mieszka w Meksyku. Na początku kwietnia przyleciał do Polski i odwiedził matkę w Siennicy. Mężczyzna nie ma dobrych doświadczeń z placówką. Opowiadał, że za złamanie regulaminu w czasie odwiedzin zabroniono mu widywać się z matką. Interweniować musiała policja. Miał też problem, by uzyskać jakiekolwiek informacje na temat stanu jej zdrowia. Jacórzyński chciał zabrać matkę do domu. Nie zdążył. Kobieta zmarła. – Nastąpiło nagłe załamanie jej stanu zdrowia. 12 kwietnia siostra dostała telefon, że ustała praca nerek – powiedział Fakt24.pl profesor.

Czar prysł

Równie złe doświadczenia z Zakładem Pielęgnacyjno-Opiekuńczym Millenium w Siennicy ma pani Katarzyna. W placówce znajdowała się jej 88-letnia babcia. – Jest wrażenie, że nikt tam nic nie robi. Pierwszy raz gdy tam byłam, nie mogłam znaleźć personelu. Nie wiedziałam, gdzie iść – tłumaczyła nam kobieta. Wspomniała też o intensywnym zapachu moczu, unoszącym się w budynku. – Fetor jest przerażający, wręcz nie do wytrzymania – dodała.

Jej zdaniem w ośrodku nie dba się o pacjentów. – Babci powypadały zęby, była niemyta, brudna, zaniedbana. Leżała w brudnej, poplamionej od moczu pościeli. Na ścianie były ślady kału. Tragedia – powiedziała nam pani Katarzyna. Jej babcia spędziła w Siennicy niecałe trzy miesiące. Rodzina postanowiła przenieść 88-latkę do innego domu opieki, Czekała, aż zwolni się tam miejsce. Stan kobiety się jednak pogorszył. Z relacji wnuczki wynika, że pensjonariuszka z zakładu Millenium wycieńczona i półnaga trafiła do szpitala. – Moja mama znalazła babcię niekompletnie ubraną. Była prawie nieprzytomna, tylko mamrotała coś pod nosem. Była cała w fekaliach, bo miała niezmienioną pieluchę – powiedziała Fakt24.pl pani Katarzyna. – Babcia została odebrana w takim stanie, że potrzebna jej była transfuzja krwi. Gdyby nie nasza natychmiastowa reakcja, prawdopodobnie by nie przeżyła – dodała.

Rozmawialiśmy również z panią Krystyną Blanconnier, która na stałe mieszka we Francji. Jej mama przeprowadziła się do Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego Millenium w Siennicy w maju 2008 roku. Miała wtedy 81 lat. – Jak tam weszłam pierwszy raz, to aż się zdziwiłam, że może być tak przyjemnie – wspomniała pani Krystyna. Dodała, że czar prysł po około dwóch latach. – W 2010 roku mama znalazła się w szpitalu. Zasłabła, upadła i zawieziono ją do Ciechanowa. Jak wróciła, to cały pokój był splądrowany. Wszystkie bardziej wartościowe rzeczy skradziono – tłumaczyła Krystyna Blanconnier.

Nie był to jednak koniec problemów. – Bez mojej wiedzy matkę przeniesiono do innego pokoju, który dzieliła już z drugą osobą. Zorientowałam się też, że wyrzucono bez mojej zgody przynajmniej połowę mamy rzeczy – dodała Blanconnier. – Były chwile, że do pokoju upychano na siłę trzy osoby, były chwile, że się wchodziło i były kałuże moczu na podłodze, nieopróżnione kosze. Jakby postawili krzyżyk na tych pokojach – wspomniała.

Podczas jednej z wizyt zdenerwowana pani Krystyna udała się do oddziałowej i zażądała posprzątania pokoju. –Niczym nie zmieszana pielęgniarka odpowiedziała mi, że odtąd Millenium podlega pod Ministerstwo Zdrowia. Mają zdecydowanie za mało personelu, że robią, co mogą i jest jak jest – dodała nasza rozmówczyni. – Za każdym razem jak przyjeżdżałam, to musiałam się z nimi awanturować, bo nie o takiej starości myślałam dla mamy – tłumaczyła.

Pani Krystyna postanowiła znaleźć dla mamy inną placówkę, jednak ze względu na to, że mieszkała za granicą nie było to proste. W sierpniu ubiegłego roku 89-letnia już wtedy kobieta była w złym stanie. Miała odleżyny i hemoroidy. Z relacji córki wynika, że płakała z bólu. Kobieta pobiegła po pomoc dla matki. – Wtedy usłyszałam od oddziałowej: „Pani Krystyno, niech pani się nie przejmuje, pani Jadzia stale się skarży, no ale w tym wieku to normalne, że coś boli, prawda?”. Mama zmarła w sobotę 4 lutego 2017 roku. Nie zdążyłam się z nią pożegnać, bo o jej śmierci dowiedziałam się dopiero w poniedziałek. A mieli wszystkie moje dane. Na umowach jest mój numer. Powiedziano mi, że sekretarka nie pracuje w weekendy – wspomniała pani Krystyna.

Przywiązywanie do foteli

Równie wstrząsającymi informacjami podzieliła się z nami pani Barbara, która w Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym Millenium w Siennicy pracowała przez dwa lata. – Ludzie byli głodni. Zdarzało się, że nam z koszy chleb ginął i później, jak sprzątałyśmy łóżka, to panie miały go pod poduszkami. Było też tak, że trzy tygodnie pensjonariuszy nie kąpałyśmy i nie myłyśmy, bo nie było wody ciepłej. Myśmy to zgłaszały, ale źle to odbierano. Oddziałowa nam zwracała uwagę, że chodzimy i mówimy o tym. Było zimno. My kocami chorych przykrywaliśmy, czasem nawet trzema. Była ordynarna pani oddziałowa. To nie jest człowiek. Ona nam kazała osoby, które nie miały siły siedzieć, wiązać prześcieradłami do fotela – powiedziała Fakt24.pl pani Barbara. Kobieta wspomniała też, że brakowało niektórych leków. – Nie widziałam nigdy, żeby przy przyjęciu była pani doktor – tłumaczyła. Na tym jednak nie koniec. – Były umowy fikcyjne. Dostałyśmy umowy na czas kontroli, po której pani księgowa je zabrała i wyrzuciła do kosza – tłumaczyła pani Barbara.

Co o tych zarzutach sądzi dyrekcja placówki? Próbowaliśmy skontaktować się z władzami zakładu Millenium w Siennicy. Bezskutecznie. Do publikacji tego artykułu nie uzyskaliśmy komentarza w sprawie. Osobiście odwiedziliśmy ośrodek. Budynek wyglądał na zadbany. Wewnątrz czuć było jednak opisywany przez naszych rozmówców fetor moczu. – Ktoś się zsikał widocznie – powiedział nam jeden z pensjonariuszy.

Zapytaliśmy pensjonariuszy o warunki, o to, czy są głodni. Zdania były podzielone. Jeden mówi chaotycznie: „ciągle mi się chce jeść. Ale sprężam język coraz bardziej do góry, w podniebienie i mi to mija”.

Pielęgniarka oddziałowa stwierdziła natomiast, że jedzenia zawsze dużo zostaje. – Nigdy u nas żaden pacjent nie był, nie jest i nie będzie głodny – powiedziała. Tłumaczyła także, że pensjonariusze są myci codziennie rano i wieczorem, gdy zajdzie potrzeba. – Raz w tygodniu jest kąpiel w wannie – dodała.

Kontrole zakładu w Siennicy, przeprowadzone przez Urząd Wojewódzki w Warszawie nie wykazały nieprawidłowości. Ich wyniki można znaleźć na stronie Biuletynu Informacji Publicznej.

źródło: Fakt.pl

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz