64-latek z okolic Wrocławia przyjechał na operację do szpitala w Poznaniu. Podczas zabiegu spadł ze stołu. Po tygodniu zmarł. Według rodziny to wina upadku, ale szpital twierdzi, że nie miał on związku ze zgonem.

64-letni Adam K. z Radwanic pod Wrocławiem pojechał do Poznania na operację tętniaka aorty. W trakcie zabiegu, mimo że był zapięty pasami, spadł ze stołu. Doznał urazów i stracił sporo krwi. Jak podaje Radio Wrocław, miał uszkodzony staw barkowy, potem zaczęły się komplikacje – przestały pracować nerki, jelita i płuca. Tydzień po operacji mężczyzna zmarł.

Zdaniem rodziny, do śmierci przyczynił się upadek ze stołu. Wewnętrzne postępowanie szpitala nie potwierdziło jednak tej teorii. Bliscy Adama K. zarzucają też lekarzom, że dopiero po około sześciu godzinach od zabiegu zostali poinformowani, że pacjent wpadł w hipotermię. O tym, że mężczyzna spadł ze stołu, dowiedzieli się dopiero następnego dnia.

Sprawa trafiła do prokuratury. Postępowanie dotyczy narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia poprzez niewłaściwą opiekę podczas wykonywanego zabiegu w znieczuleniu ogólnym, co spowodowało jego upadek ze stołu, a następnie poprzez niewłaściwą opiekę pooperacyjną.

„No, zdarzyło się”

– Oczekujemy na uprawomocnienie się postanowienia o zwolnieniu z tajemnicy 20 lekarzy, co umożliwi ich przesłuchanie – powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus. – Planowane jest też powołanie zespołu biegłych co do ustalenia, czy w czasie diagnozy, zabiegu i opieki zostały popełnione błędy – zaznaczyła. Śledczy dysponują opinią zakładu medycyny sądowej na temat obrażeń, chorób i przyczyny zgonu Adama K., prokuratura nie chce jej jednak upowszechniać.

Według naczelnego lekarza poznańskiego szpitala Szczepana Cofty, zgon pacjenta nie miał związku z upadkiem ze stołu. – Jako szpital podjęliśmy wszelkie procedury, żeby sprawę dogłębnie wyjaśnić. Czekamy też na ustalenia prokuratury – dodał. Podkreślił, że wydarzenie to dla szpitala i renomowanego oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej „wstydliwa sytuacja”. – Zabieg długi, trudny, w pozycji wymuszonej przez dłuższy czas. No, zdarzyło się – oświadczył w rozmowie z Polsat News Jan Talaga, dyrektor szpitala.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz