Śmierć kogoś bliskiego zawsze jest dla nas wielkim wydarzeniem. Szczególnie, gdy osoba ta odchodzi niespodziewanie lub w bardzo młodym wieku. Jeśli zaś nigdy tego nie przeżyliśmy, ciężko nam sobie nawet wyobrazić jest sytuacje, gdy musimy pochować własne dziecko.

W ukraińskim Zaporożu miała miejsce straszna historia. W sylwestrową noc 39letni mężczyzna wyskoczył z ósmego piętra. Chciał popełnić samobójstwo. Niestety spadł on na wózek z niespełna dwuletnim chłopczykiem. Swoim czynem mężczyzna doprowadził więc nie tylko do swojej śmierci, ale również do śmierci małego dziecka.

Świadkowie zeznają jedno. Według nich matka chłopczyka żegnała się ze swoimi rodzicami, zaś za nią stał jej mąż, który miał przy sobie wózek z małym dzieckiem. Nagle rozległ się wielki huk, a następnie krzyk Anny, matki dziecka.

Natychmiast oczywiście wezwano karetkę, jednak chłopczyk zmarł w pojeździe. Jego stan był na tyle ciężki, że nie udało mu się przeżyć. Niestety, nie jest znany powód z racji którego mężczyzna targnął się na swoje życie i przy okazji pozbawił życia również malca.

Załamani rodzice chcieli więc zapewnić swojemu dziecku godny pochówek. Udali się więc oni do pobliskiej cerkwi która należy do patriarchatu moskiewskiego. To co usłyszeli zwaliło ich z nóg. Pop odmówił pochówku dziecku. Tłumaczył to faktem, iż chłopiec był ochrzczony w cerkwi należącej do patriarchatu kijowskiego, a to według duchownego oznaczało, że niemowlę jest “heretykiem” i jego pochówek byłby bluźnierstwem.

A Wy co myślicie o powyższej historii? Rodzice malca przeszli wiele zła. Można mieć tylko nadzieję, że odnajdą oni jeszcze w życiu spokój.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!