Foto: THIERRYCHARLIER / AFP

Najbliższy tydzień będzie kluczowy dla przyszłości Donalda Tuska w Brukseli. Na finiszu negocjacji dotyczących obsady najważniejszych stanowisk unijnych, jego szanse na zachowanie posady wzrosły.

  • Tusk może zostać ponownie wybrany szefem Rady Europejskiej mimo sprzeciwu polskiego rządu
  • Wybory szefa Parlamentu Europejskiego za tydzień pokażą, czy Tusk ma szanse
  • To zależeć będzie od zakulisowych rozgrywek i politycznych sojuszy

To już niemal przesądzone – Tusk nie dostanie poparcia rządu PiS na to, by przez kolejne 2,5 roku kierował Radą Europejską, czyli koordynował współpracę przywódców krajów członkowskich UE. Lider PiS Jarosław Kaczyński złożył taką deklarację w noworocznym wywiadzie dla tygodnika „wSieci”.

Jednak – według naszych rozmówców w Brukseli – sprzeciw lidera PiS niczego nie przesądza. – Żaden kraj nie ma prawa weta w wyborach na szefa Rady Europejskiej – zwraca uwagę nasz rozmówca, eurokrata z Francji, dobrze ustosunkowany w unijnych instytucjach.

– Czy można sobie wyobrazić, że Tusk zostanie wybrany przez liderów krajów UE mimo sprzeciwu polskiego rządu?

– Oczywiście, że tak. Choć byłaby to sytuacja całkowicie niezrozumiała, bo standardem w Unii jest popieranie swoich rodaków na wysokie stanowiska. Większość liderów krajów członkowskich rozumie emocje w relacjach Kaczyńskiego z Tuskiem. Ale nie muszą się nimi kierować. Polska pod rządami PiS ma złe notowania w Brukseli i wielu stolicach państw członkowskich. Ich przywódcy nie mają powodu przychylać się do stanowiska Kaczyńskiego. Nawet węgierski premier Viktor Orban, do którego tak często odwołuje się PiS, jest gotowy poprzeć Tuska.

Wojna o cztery stanowiska

Co zatem – jeśli nie opór Kaczyńskiego – jest największym zagrożeniem dla Tuska? Polityczne i personalne układanki wewnątrz unijnych instytucji. Są cztery unijne stanowiska, które są przedmiotem politycznych targów między grupami politycznymi reprezentowanymi w Parlamencie Europejskim. Poza posadą Tuska są to także stanowiska szefa Komisji Europejskiej, unijnego ministra spraw zagranicznych oraz przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Chadecy i socjaliści, którzy dzielą się tymi posadami, ustalili w 2014 r jasny podział. Chadecy dostali posady szefa Rady Europejskiej dla Tuska oraz przewodniczącego Komisji Europejskiej dla Luksemburczyka Jean-Claude’a Junckera. Socjaliści – posadę szefowej dyplomacji dla Włoszki Federiki Mogherini oraz przewodnictwo Parlamentu Europejskiego dla Niemca Martina Schulza.

Po 2,5 roku – czyli w połowie tego roku – ma nastąpić zmiana. W praktyce jednak może ona objąć jedynie fotele zajmowane przez Tuska i Schulza. Czemu? Bo stanowiska szefa Komisji Europejskiej oraz ministra spraw zagranicznych UE są obsadzane na 5 lat, czyli do 2019 r.

Tusk nie mógł się odnaleźć

Tusk nie miał w pierwszych miesiącach swych rządów dobrych notowań. Po roli hegemona w polskiej polityce wyraźnie nie potrafił się odnaleźć w roli negocjatora unijnych kompromisów. Trafił też na niełatwy czas w Unii, naznaczonym bankructwem Grecji, kryzysem imigracyjnym i Brexitem. Teraz jednak powoli umacnia swoją pozycję i widać wyraźnie, że gra o kolejne 2,5 roku w Brukseli. – Donald nie chce w tej chwili wracać do Polski. Jeśli nawet straci stanowisko szefa Rady, to będzie się starał znaleźć inną posadę za granicą – mówi Onetowi jego wieloletni, bliski współpracownik.

Do niedawna w Brukseli rozważane było zachowanie status quo, czyli zachowanie Tuska i Schulza aż do 2019 r. Sytuacja uległa jednak zmianie pod koniec listopada, gdy Niemiec ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska – zdecydował się wystartować w tegorocznych wyborach do Bundestagu, rzucając rękawicę kanclerz Angeli Merkel.

To otworzyło puszkę Pandory. Socjaliści zaczęli się domagać poważniejszych zmian personalnych na czele unijnych instytucji. W praktyce oznaczało to, że grają o posadę szefa Rady Europejskiej, zajmowaną dziś przez Tuska. Gotowi byli oddać w zamian fotel szefa europarlamentu, osierocony przez Schulza.

Wszystko będzie jasne za tydzień

To kluczowa dla przyszłości Tuska rozgrywka – właśnie wybory szefa Parlamentu Europejskiego pokażą, czy ma szanse pozostać na stanowisku. Jeśli szefem Europarlamentu zostanie chadek, to Tusk może się pakować – za dużo byłoby stanowisk zajmowanych przez tę frakcję. Jeśli jednak wygra socjalista, to szanse Tuska rosną.

A tak się składa, że chadecy wystawili w wyborach na szefa Europarlamentu kandydata, którego sami nie popierają. Włoch Antonio Tajani nie dość, że jest blisko związany z byłym kontrowersyjnym premierem Silvio Berlusconim, to jest ponadto oskarżany o to, że jako unijny komisarz ds. przemysłu wiedział o „dieselgate”, czyli fałszowaniu przez Volkswagena wyników pomiarów spalin. – Ta kandydatura doprowadziła do podziałów we frakcji chadeckiej w Europarlamencie. Według naszych ocen, większe szanse na wygraną ma kandydat socjalistów – mówi Onetowi polski europoseł z PiS. I przyznaje: – To daje Tuskowi szanse.

Kandydatem socjalistów także jest Włoch, Gianni Pittella, szef frakcji socjalistów w Europarlamencie. Trzecim liczącym się graczem jest lider liberałów, były belgijski premier Guy Verhofstadt, ostry krytyk rządów PiS. – Wystartował raczej po to, by w kolejnych turach poprzeć Pitellę – uważa wspomniany europoseł z PiS. Pitellę mogą poprzeć także Zieloni oraz komuniści.

To od zakulisowych rozgrywek i politycznych sojuszy zależeć będzie, kto z nich obejmie szefostwo Europarlamentu. Wszystko będzie jasne już za tydzień, gdy poznamy nazwisko nowego szefa Parlamentu Europejskiego.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz