Hudson Collins brał czynny udział w II wojnie światowej. Weteran po powrocie z wojny wiódł spokojne życie u boku swojej żony. Co ciekawe, przez ostatnie 15 lat życia codziennie pojawiał się w pobliskiej restauracji Whataburger. Staruszek zamawiał tam śniadania, czasem pojawiał się również na kolacje.

Mimo że jego żona gotowała, pan Hudson przychodził do lokalu, bo był to jego codzienny rytuał. Poza tym pracownicy knajpy stali się jego drugą rodziną. Oni również przyzwyczaili się do stałego gościa. Zorganizowali mu nawet przyjecie z okazji 94 urodzin, a z okazji dnia weterana nie musiał już nigdy płacić za swoje ulubione ciasteczka i galaretki. Niestety 22 stycznia 2016 roku były żołnierz zmarł.

Fot. Inside Edition/Youtube

Pracownicy restauracji zauważyli nieobecność swojego ulubionego gościa. Od jego syna dowiedzieli się o jego śmierci i pogrzebie. Postanowili wiec uczcić pamięć zmarłego. W dniu jego pogrzebu wywiesili nowy szyld na restauracji – „RIP Mr Hudson”. Napis upamiętniający pana Collinsa dostrzegała cala rodzina zmarłego, jadąca po pogrzebie do domu. Ten niewielki gest bardzo ich wzruszył. Uświadomił im, jak ciepłym i lubianym człowiekiem był zmarły.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz