Bliscy Grażyny Kuliszewskiej zidentyfikowali ciało wyłowione w ubiegły czwartek z rzeki Uszwicy w okolicach Borzęcina (woj. małopolskie). Zwłoki kobiety rozpoznała jej siostra – Mariola, a także jej mąż Czesław. Sekcja została przeprowadzona w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, co było przyczyną śmierci 34-latki.

Czesław Kuliszewski wrócił razem z synem z Wielkiej Brytanii do Polski, aby potwierdzić, czy ciało odnalezione przez policjantów w ubiegły piątek należy do jego żony Grażyny. Do kraju przyjechała także siostra 34-latki, Mariola, która na co dzień mieszka we Włoszech. Rodzina Grażyny Kuliszewskiej zidentyfikowała ciało wyłowione z rzeki. 

– Mogę tylko potwierdzić, że dzisiaj okazano zwłoki zabezpieczone w Uszwicy i rodzina pokrzywdzonej rozpoznała, że są to zwłoki Grażyny K. To jedyna rzecz jaką mogę dziś powiedzieć – mówi prokurator Mieczysław Sienicki z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie dla Fakt24. Prokuratura nie komentuje informacji dotyczących tego, czy zmarła mieszkanka Borzęcina była w ciąży. Śledczy nie odpowiedzieli też na pytanie, czy zwłoki kobiety w momencie wyłowienia były skrępowane taśmą.

Zwłoki odnalezione na brzegu rzeki były w stanie daleko posuniętego rozkładu. Identyfikacja była możliwa dzięki znakom szczególnym na ciele kobiety – tatuażowi i biżuterii.

34-letnia Grażyna Kuliszewska po raz ostatni widziana była 3 stycznia w swojej rodzinnej miejscowości. Przez ponad dwa miesiące kobiety szukała rodzina, mieszkańcy Borzęcina, płetwonurkowie, policjanci z psami tropiącymi oraz prywatny detektyw. W sprawie tajemniczego zgonu wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi. Przyczyny śmierci 34-latki wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Tarnowie. Jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!