Miska, kocyk, ulubiona zabawka i trochę jedzenia. Zwykły pies wiele więcej do szczęścia nie potrzebuje – tak zapewne uznali jego byli właściciele, którzy porzucili go na peronie, przywiązanego do poręczy. Obok postawili walizkę, do której zapakowali całe jego życie.

Kai miał w sumie dużo szczęścia – nie przywiązano go w lesie do drzewa, nie wyrzucono z samochodu, nie próbowano zabić. Właściciele „miłosiernie” zostawili go na dworcu, łaskawie dołączając do psa wszystkie jego rzeczy, zamknięte w walizce. Kiedy tylko pracownicy dworca zorientowali się, że młody Shar-Pei niepokojąco długo czeka na swoich właścicieli, od razu zadzwonili do Szkockiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które zgodziło się zaopiekować zwierzakiem do czasu znalezienia dla niego nowego domu.

Psa zostawiono w nadmorskim Ayr w Szkocji. Miał wszczepiony chip z adresem właściciela, jednak na wiele się to nie zdało. Dane z chipa nie zostały zaktualizowane po sprzedaży psa, pracownicy organizacji trafili więc do pierwszego właściciela, który sprzedał Kaia na aukcji w 2013 roku. Namierzenie kupca okazało się niemożliwe.

Informację o odnalezieniu Kaia Towarzystwo umieściło na Facebooku i Twitterze. Piesek nie musi się martwić, czy znajdzie nowy dom – od 2 stycznia do organizacji zgłosiły się setki ludzi, poruszonych jego losem i chętnych pokochać go tak, jak na to zasługuje. Wciąż poszukiwani są właściciele, którzy w taki sposób się z nim rozstali. Porzucenie pupila jest w Szkocji przestępstwem. Winny może zostać obłożony zakazem posiadania jakichkolwiek zwierząt nawet do końca życia.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz