Życie małego Lucasa Hernandeza od samego początku nie było łatwe. Wychowywał go ojciec wraz z macochą, a mieszkali w bardzo małym i zaniedbanym mieszkaniu. Zeznania nauczycielek chłopca mówią o licznych śladach przemocy. Prawdopodobnie, gdyby ktoś wtedy pomógłby chłopcu, to ten by jeszcze żył.

Trzy miesiące temu ludzie usłyszeli w mediach o zaginięciu małego chłopca. Cały kraj włączył się do pomocy w odnalezieniu dziecka. Ludzie rozwieszali plakaty, rozdawali ulotki, pisali na grupach i forach internetowych. Nieszczęśliwie mimo takiego odzewu nie udało się nic zdziałać w tej sprawie. Historia małego Lucasa poruszyła tysiące ludzi. Zwłaszcza w internecie można było zaobserwować liczne formy pomocy dla chłopca.

Dzień przed zniknięciem chłopca

26-letnia macocha chłopca, Emily Glass, w swoich zeznaniach powiedziała, że tamtego dnia zostawiła chłopca samego na podwórku, ponieważ szła coś zjeść. W tamtym czasie ojciec Lucasa nie mógł sprawować nad nim opieki, ponieważ był w pracy w innym stanie. Kobieta z tego, co wiemy, wychowała także swoje własne dziecko. Nie tylko nauczycielki w szkole zauważyły siniaki. Zeznania sąsiadów mówią, że chłopiec był ofiarą przemocy. Niestety biologiczna córeczka kobiety nie była w lepszym stanie. Niezwłocznie, gdy państwo zainteresowało się tą sprawą, odebrano córkę od matki. Dziś dla jej własnego dobra znajduje się w domu dziecka.

Niewyjaśniona smierć

Policja z Wichita po długim okresie poszukiwań oznajmiła, że w końcu odnalazła chłopca. Natomiast macocha chłopca została aresztowana za utrudnianie śledztwa. Czołowe serwisy i gazety w kraju piszą, że mały Lucas został znaleziony pod mostem na drodze pokrytej żwirem. Miejsce to znajdowało się w odległości pół kilometra od najbliższych zabudowań. Cały czas trwa śledztwo, ponieważ tak naprawdę nie wiemy, w jaki sposób zginął chłopiec.

Miejmy nadzieje, że winny tej sztraszliwej zbrodni zostanie ukarany…

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!