Kiedy Katie Evans trafiła do szpitala w 6. miesiącu ciąży, lekarze nie mieli dla niej dobrych wieści. Powiedzieli, że najprawdopodobniej jej dzieci nie przeżyją. Cały świat jej się wówczas zawalił.

Na szczęście okazało się, że dziewczynki przeżyły. Były bardzo delikatne i malutkie – każda z nich ważyła niecały kilogram, ale całą rodzinę Evans cieszyło to, że dziewczynki są z nimi i wierzyli, że wszystko będzie już dobrze.

Były słabe i musiały jeszcze zostać w szpitalu, Katie natomiast mogła wrócić do domu.

Nie było dnia, kiedy mama nie odwiedziłaby swoich maleństw. Nie opuszczała żadnego dnia, chciała być z nimi cały czas. Mąż kobiety, Jacob, pewnego dnia zaczął się martwić, gdy długo nie wracała do domu. Dzwonił, ale nie odbierała telefonu. Czuł, że stało się coś złego… Niestety, miał rację.

Katie została potrącona przez pijanego kierowcę. Nie miała z nim szans. Zginęła na miejscu.

Osierociła nie tylko 8-tygodniowe córeczki, o które tak walczyła, ale i czwórkę pozostałych dzieci. Bliźniaczki nigdy jej nie poznają. Nigdy nie dowiedzą się od niej tego, jak bardzo je kochała i ile dla nich poświęciła.

Ciężko będzie nam bez niej. Nie wyobrażam sobie, że już nigdy jej nie zobaczę. Nie dotknę, nie poczuję. To ból, którego nie da się opisać słowami.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!