Narodziny dziecka są dla matki nie tylko wielkim przeżyciem, ale również i sporą zmianą w życiu. Nowe obowiązki wynikające z faktu poszerzenia się rodziny są czymś czego uniknąć się nie da. Jednak czasami zdarza się tak, że obowiązków tych jest więcej, szczególnie, gdy rodzi nam się chore dziecko.

Większość rodziców stara się o to, by jak najbardziej ulżyć mu w cierpieniu czy po prostu je wyleczyć, ale nie ona. Poznajcie tę przerażającą historię.

Elena Kordyukova była matką czwórki poważnie chorych dzieci. Cierpiały one na atypowy zespół hemolityczno-mocznicowy, który jest poważną chorobą genetyczną. Choroba ta jest na tyle poważna, że w naczyniach krwionośnych chorego tworzą się małe skrzepy, przez co mogą one doprowadzić do udaru mózgu, ataku serca, czy nawet do śmierci.


Zamiast jednak walczyć o życie swoich pociech i cieszyć się każdą spędzoną z nimi chwilą, Rosjanka zrobiła coś co mrozi krew w żyłach. Wychodząc z założenia, że chore dzieci to dla niej zbyt duży problem, postanowiła się ich pozbyć. Tylko po to, by pozbyć się problemu i spróbować urodzić kolejne, tym razem zdrowe dziecko. Co z punktu widzenia medycznego było praktycznie niemożliwe.

Śmierć dzieci nastąpiła z powodu przedawkowania warfaryny, jednego ze składników trucizny na szczury. Lekarze zorientowali się dopiero, gdy wykryli tę substancję u jednego z dzieci, które trafiło do szpitala. Jednego z maluchów udało się uratować.
Kobieta początkowo unikała przyznania się do winy, jednak w końcu przed sądem wypowiedziała następujące słowa:

„łatwiej było pozbyć się tego ciężaru i spróbować wydać na świat nowe, zdrowe dzieci.”
U kobiety nie stwierdzono żadnych zaburzeń psychicznych, nie udało się również od niej wydobyć informacji na temat tego, jak udało jej się zdobyć środek, którym otruła swoje dzieci.

Na szczęście nie udało jej się zwieść wymiaru sprawiedliwości i grozi jej 20 lat więzienia. Choć jak dla nas nie jest to najbardziej surowy wyrok jak za czyn, którego się dopuściła.

A Wy jakiego jesteście zdania?

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!