Krystyna Feldman zmarła dokładnie 10 lat temu. Widzowie znali ją głównie z roli „babki” w komediowym serialu „Świat według Kiepskich”, jednak aktorka na swoim koncie miała wiele sukcesów teatralnych. Swój kunszt aktorski pokazała w genialnej produkcji „Mój Nikifor”. Dziś, gdyby żyła, miałaby 101 lat.

Prywatnie Krystyna Feldman była osoba skromną i skrytą. Nie znosiła błysków fleszy i zawsze stanowczo protestowała gdy ktoś nazywał ją gwiazdą. Nie obnosiła się ze swoimi sukcesami, robiła to co kocha. W wywiadach których udzielała, dzieliła się pasją do aktorstwa jednak zawsze gdy tematy schodziły na jej życie prywatne -rozmowy ucinała, bądź sprytnie zmieniała temat. Teraz po latach, po jej śmierci okazało się, że skrywała wiele tajemnic.

Przede wszystkim do tej pory nie wiadomo kiedy dokładnie się urodziła, ponieważ aktorka w zależności od sytuacji, posługiwała się dwoma metrykami. Według pierwszej urodziła się 1 marca 1916 roku we Lwowie. Według drugiej – dokładnie cztery lata później. Do śmierci nie wyjawiła, która data jej urodzin jest ta właściwą.

– Ten wielki sekret zabrała ze sobą do grobu – mówił w „Na Żywo” jej kolega z teatru, Michał Grudziński.

Ferdynand Feldman, jej ojciec, był aktorem teatralnym. Zmarł na cukrzycę gdy Krystyna była jeszcze malutka. Jej matka, śpiewaczka operowa, aby przeżyć – udzielała lekcji śpiewu. Dopiero po 10 latach zdecydowała się ponownie wyjść za mąż.

Będę aktorką

Jak sama wspominała, o tym, że zostanie aktorką zdecydowała tuz po przekroczeniu progu teatru, w którym kiedyś grał jej ojciec.

Udało jej się namówić rodziców na opłacenie lekcji aktorstwa u profesora Janusza Strachockiego. Ten początkowo uważał, że Krystyna Feldman marnuje swój czas i nie ma za grosz talentu, jednak poprzez swój upór i ciężka pracę, młoda ambitna i zdeterminowana Feldman szybko sprawiła, że zmienił zdanie.

Zdała egzamin eksternistyczny, otrzymała angaż w lwowskim teatrze. Jej kariera została przerwana przez wybuch wojny. Wtedy wstąpiła w szeregi AK. Wspominała jedna sytuację z tamtych czasów, gdy szła ulica i wypadł jej pistolet. Zdążyła podnieść go w ostatniej chwili zanim minął ją niemiecki patrol. Była tak przerażona, że weszła do baru i zamówiła kieliszek wódki, choć zawsze była abstynentką.

– Dopiero wtedy dotarło do mnie, że tuż obok przeszła kostucha – wspominała.

– Nie byłam śliczną dziewczyną pszennowłosą z niebieskimi rozmarzonymi oczami. Przeciwnie, byłam czarnowłosa i nic mi się w oczach nie marzyło – twierdziła w „Polityce”. Mimo to mężczyźni szaleli za nią.

Ona upodobała sobie starszych mężczyzn. To było powodem tego, że straciła głowę dla 30 lat starszego żonatego mężczyzny – reżysera Stanisława Brylińskiego. Matka aktorki, była przerażona tym związkiem między innymi dlatego, że podczas gdy jej córka tworzyła nieformalny związek z nim – on nadal był żonaty. Feldman jak zwykle podążała swoja droga i nie słuchała matki. Nigdy nie przeszkadzał jej fakt, że miłość jej życia ma wciąż żonę.

– Ten związek już znacznie wcześniej się rozpadł – zaznaczała Feldman. – W tym czasie, kiedy się poznaliśmy, Stanisław był już z inną kobietą. Od kiedy mnie zobaczył, latał za mną. A ja na początku bardzo go nie lubiłam, stroniłam od niego. Jednak dużo rozmawialiśmy i w końcu mnie do siebie przekonał. Zamieszkaliśmy razem, żyliśmy na kocią łapę, bo on ciągle nie miał rozwodu.

Przez cały czas gdy żyli ze sobą w związku, ich znajomi przekonani byli, że są małżeństwem. Nie wyprowadzali nikogo z błędu. Przez długi czas tylko matka aktorki znała prawdę.

źródło: wp.pl

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz