W niedzielne upalne popołudnie pod jednym z kościołów w gminie Wojciechów (woj. lubelskie) leżał wycieńczony i chory pies proboszcza. Zwierzę nie było w stanie podnieść się na nogi. Nikt z tłumów wiernych nie zwrócił uwagi na konającego psa. Zainteresowała się nim dopiero nastolatka z innej parafii, która wstąpiła z rodziną na mszę. Dziewczyna zadzwoniła do pracowników fundacji zajmującej się ochroną praw zwierząt.

Widok chorego psa sprawił, że nastolatka nie mogła się skupić podczas nabożeństwa. Zwierzę było skrajnie wycieńczone. Jego sierść była skołtuniona i zlepiona brudem. Dziewczynka była wolontariuszką fundacji Ex Lege zajmującej się ochroną praw zwierząt. Postanowiła zadzwonić do przyjaciół po pomoc.

„W rozmowie telefonicznej i na podstawie nadesłanych zdjęć i filmików ustaliliśmy, że pies może być w stanie zagrożenia życia.” – piszą przedstawiciele fundacji Ex Lege na swoim profilu na Facebooku. Jak dowiedzieli się pracownicy fundacji, pies należał wcześniej do tamtejszego proboszcza. Kiedy duchowny odszedł na emeryturę, Atos zaczął błąkać się po wsi. Nie miał stałego miejsca zamieszkania. Kiedy na miejsce przyjechali pracownicy fundacji, Atos był osowiały, słaby, miał skrajną anemię i był tak bardzo zarobaczony, że pracownicy musieli ogolić mu sierść. Dzięki wolontariuszom pies trafił do kliniki w Lublinie. Jego stan jest bardzo ciężki i nie wiadomo, czy uda się go uratować.

Jak ustalili pracownicy fundacji, po odejściu poprzedniego proboszcza, Atosa okarmiali go uczniowie i pracownicy pobliskiej szkoły. – Zacząłem zajmować się Atosem jakieś 6 miesięcy temu, kiedy jeszcze w parafii był „przejściowy” ksiądz, przed nowym proboszczem – opowiada Roman Gąska, jeden z pracowników szkoły w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”. – Obecny proboszcz i kościelny twierdzą, że pies nie chce jeść. Tylko jak ja mu przynosiłem jedzenie, to tego nie zauważyłem. On żył tylko dzięki tym szkolnym zlewkom – relacjonuje pan Roman.

"BĄDŹ CZŁOWIEKIEM POŚRÓD STWORZENIA ….."Niedzielne przedpołudnie, upalny dzień… Wielu Polaków modli się na mszy…

Opublikowany przez Fundacja Na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE Środa, 8 sierpnia 2018

„Pies dokarmiany przy szkole! Gdzie odpowiedzialność nauczycieli i rodziców, choćby w aspekcie bezpieczeństwa dzieci? Jak się ma ta sytuacja do wiary w Boga? Czy w tej Parafii dekalog św. Franciszka jest nieznany?” – pytają oburzeni przedstawiciele Fundacji.  Poprzedni proboszcz w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” tłumaczy, że kiedy przechodził na emeryturę, nie miał warunków, aby zabrać ze sobą Atosa.

–Poprosiłem swojego następcę, aby się nim zaopiekował. Pamiętam jak mówił, że to drugi pies, którego dostaje w spadku po poprzedniku – mówi duchowny w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”. Ksiądz twierdzi, że nie wiedział o trudnej sytuacji Atosa i deklaruje, że w takiej sytuacji jest gotowy, aby pomóc. Obecny proboszcz z parafii, w której znaleziono psa, nie zabrał głosu w tej sprawie.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!