Pod przykrywką przywilejów dla uczniów, wprowadza się ustawę, która niesie za sobą zdecydowanie poważniejsze konsekwencje, niż tylko powszechny dostęp do stomatologa w szkołach.


Czy taki zakres kompetencji to dobre rozwiązanie?
Głośno ostatnio o „Ustawie o zdrowiu dzieci i młodzieży w wieku szkolnym”. Projekt ustawy, który reklamowany jest przez ministerstwo zdrowia jako doskonałe rozwiązanie w tworzeniu skoordynowanej i przez to efektywnej opieki nad dziećmi budzi wiele wątpliwości.

Głównym celem ustawy jest nadanie pielęgniarce sprawującej opiekę nad uczniami w szkole zdecydowanie większych kompetencji niż miała dotychczas. Oprócz tego, że będzie udzielała dzieciom niezbędnej pomocy, to będzie musiała także:

– współdziałać z lekarzem POZ
– współdziałać z położną POZ w zakresie edukacji zdrowotnej dziewcząt w okresie dojrzewania
– współdziałać z lekarzem dentystą celu monitorowania wykonywania przez uczniów przeglądów dentystycznych
– przypominać rodzicom o bilansach, obowiązkowych badaniach i szczepieniach
– podejmować interwencję w przypadku, gdy zalecenia nie są na czas realizowane
– ocena stanu zdrowia uczniów, interpretowanie testów przesiewowych
– poradnictwo w zakresie zdrowia psychicznego, zaburzeń odżywiania, stosowania używek i dopalaczy
– rozpoznawanie zagrożeń takich jak: przemoc domowa, rówieśnicza
– opieka nad uczniami z chorobami przewlekłymi i niepełnosprawnymi
– prowadzenie dokumentacji medycznej

Pielęgniarka będzie raportować dyrekcji i opiece społecznej?
Tak szeroki zakres obowiązków, pomijając już fakt, że jest ogromnym obciążeniem zarówno dla pielęgniarki środowiska nauczania i wychowania albo higienistki szkolnej, budzi wątpliwości.
Trudno nie zauważyć, że wprowadzenie tej ustawy w proponowanej formie, może nieść dużo poważniejsze konsekwencje, niż te, które narzucają się w pierwszej chwili. Dostęp do opieki medycznej dla każdego dziecka, kontrolowanie, czy rodzice wypełniają zalecenia lekarzy, dbają o higienę jamy ustnej i szczepią dzieci, przez większość jest traktowane jako pozytywna zmiana.

Gdy zagłębimy się jednak w temat, nie da się ukryć, że pełna kontrola nad opieką medyczną dziecka, poprzez zintegrowany system informacyjny, nie w każdym przypadku może być korzystna. Pielęgniarka, która będzie miała dostęp do karty zdrowia dziecka, dzięki systemowi informatycznemu, będzie wiedzieć, na jaką czasem może i wstydliwą chorobę leczy się dziecko. Będzie miała pełną wiedzę na temat tego, która nastolatka i w jakim celu chodzi do ginekologa, czy przyjmuje antykoncepcję, bądź cierpi na jakieś kobiece schorzenia. Trudno dziś oczywiście stwierdzić, czy będzie to miało jakiś wpływ na funkcjonowanie takiej uczennicy w szkole, ale może to budzić niepokój.

„Spatologizowanie relacji społecznych”
Fundacja Rzecznik Praw Rodziców także negatywnie zaopiniowała niektóre zapisy proponowanej przez Ministra Zdrowia ustawy.

FUNDACJA RZECZNIK PRAW RODZICÓW

Projekt ten staje się kontrowersyjnym narzędziem władzy nad rodzinami. Proponowana regulacja deprecjonując rolę rodziny nie chroni dzieci, ale stanowi dla nich zagrożenie. Negacja rodziny jako pierwszego środowiska opieki nad dzieckiem doprowadzi do poważnego spatologizowania relacji społecznych i prawidłowych mechanizmów funkcjonowania społeczeństwa co w konsekwencji przyniesie poważne, negatywne skutki dla samych dzieci.

Istnieje obawa, jak czytamy na stronie Rzecznik Rodziców.pl., że projekt może nakładać obowiązek raportowania wszelkich nieprawidłowości do opieki społecznej.

FUNDACJA RZECZNIK PRAW RODZICÓW

Przepisy zawierają wiele odwołań do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, na mocy których m. in każdy nauczyciel i lekarz ma prawo założyć Niebieską kartę rodzicom, których podejrzewa np. o tak błahe zaniedbania, jak nieodpowiednie do pogody ubranie dziecka (jeden z punktów Nieb Karty). Ta sama Ustawa już od 7 lat pozwala na odebranie dziecka rodzicom bez wyroku sądu. Fundacja Rzecznik Praw Rodziców co roku pomaga ok. 300 rodzinom zagrożonym pochopnym odebraniem dzieci.

Jednocześnie ustawa nie poprawi w żaden sposób dostępu dzieci do świadczeń zdrowotnych. Projekt reklamowany jest jako poprawa dostępu dzieci do usług dentysty, ale jest to jedynie zabieg propagandowy. W dokumentach do projektu czytamy: Świadczenia lekarza dentysty finansowane są jako kwota za określony rodzaj świadczenia. W 2016 r. kwota wydatków płatnika publicznego na te świadczenia wynosiła 447 500 000 zł. Projekt założeń nie wprowadza w tym zakresie zmian w obecnym stanie prawnym, zatem nie powstaną z tego tytułu skutki finansowe.

Projekt jest potrzeby, tylko czy forma będzie korzystna?
Czy proponowane zmiany, które zostały początkowo tak entuzjastycznie przyjęte, okażą się kolejną próbą monitorowania rodziców i to na tak szeroko zakrojoną skalę? Tak naprawdę to w całej tej sprawie najbardziej niepokoi, że w rekach jednej osoby mają być złożone tak ogromne kompetencje. Niestety od jej poglądów może zależeć kierunek porad oferowanych nastolatkom, co w przypadku choćby nastolatek może mieć ogromne znaczenie. Otwartość na problemy młodych osób i rozmowa oparta na wiedzy merytorycznej może wejść w konflikt choćby z wiarą i podejściem takiej osoby do antykoncepcji.

Oczywiście nie należy przekreślać całego projektu, bo już samo to, że pielęgniarka ma być na stałe zatrudniona w szkole, co pozwoli jej poznać dzieci i nawiązać z nimi kontakt i dzięki temu być może przeciwdziałać różnym patologiom dziejącym się w domach niektórych uczniów, jest rozwiązaniem godnym pochwały. Pytanie tylko jak dana osoba będzie interpretować przepisy i w jakim stopniu pełna wiedza na temat dziecka będzie przekładać się na jego funkcjonowanie w szkole.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz