Niestety nadal bardzo wiele osób pada ofiarą naciągaczy, którzy korzystają z ludzkiej naiwności i wyciągają od nich spore sumy. Choć policja wciąż ostrzega, to każdego dnia ktoś daje się oszukać.

Metoda „na lusterko”

To oszustwo polega na tym, że naciągacz próbuje wmówić swojej ofierze, że ta uszkodziła lusterko w jego samochodzie. Potem pada propozycja załatwienia sprawy „polubownie”, czyli zapłacenia haraczu rzekomo poszkodowanej stronie bez wzywania policji. Oczywiście tak naprawdę poszkodowanych wcale nie ma, bo oszust wcześniej sam uszkodził lusterko w swoim aucie, a potem szuka naiwnych.

Side mirror

Gestykulują, trąbią i krzyczą, żeby zwrócić na siebie uwagę

Naciągacze działają najczęściej na wielopasmowych drogach jednokierunkowych, rzadziej na parkingach. Zrównują się z samochodem potencjalnej ofiary, opuszczają szybę i próbują nawiązać kontakt. Aby zwrócić na siebie uwagę gestykulują i trąbią. Chcą w ten sposób zmusić kierowcę do zatrzymania się na poboczu. Gdy to się uda, przechodzą do ataku i próbują wmówić kierowcy, że uszkodził lusterko w ich aucie. Oczywiście zamiast wkraczać na drogę formalną, proponują dogadanie się na miejscu i oczekują przekazania rekompensaty z ręki do ręki.

Objects in mirror are closer than they appear

Żerują głównie na osobach, którym brakuje pewności siebie. Tacy ludzie niestety często dają się zastraszyć i płacą. Doświadczeni kierowcy wiedzą, czy faktycznie mogło dojść do takiego uszkodzenia, a w razie wątpliwości wzywają na miejsce policję.

Warto również pamiętać o tym, że po to wykupujemy ubezpieczenie, by pokrywało tego rodzaju szkody. Jednak wiele osób w stresie zapomina o tym. Naciągacze zwykle nie działają w pojedynkę, tylko w grupach 3-4 osobowych. To również potęguje stres u ich ofiary.

Inne metody oszustwa

Nie tak dawno podobny „model biznesowy” wykorzystał pewien 32-latek, o którym było głośno pod koniec 2016 roku. Mężczyzna naciągał księży jeżdżąc luksusowym autem i wmawiając duchowym, że ci, urwali mu lusterko. Za każdym razem proponował, by załatwić sprawę bez udziału policji. Z ustaleń policji wynika, że w ten sposób oszukał co najmniej 8 osób na łączną kwotę ponad 30 000 zł.

Znany jest również przypadek kobiety, która zostawiła swoje auto pod sklepem. Po powrocie nie mogła go uruchomić. Jej zmagania z samochodem obserwowało dwóch mężczyzn, którzy w pewnej chwili podeszli i zaoferowali jej pomoc. Po kilku minutach auto było sprawne, a panowie zażyczyli sobie… 500 złotych za naprawę. Kobieta od razu się zorientowała, że jest to oszustwo. Powiedziała naciągaczom, że nie ma przy sobie takiej kwoty i że pójdzie po nią do bankomatu. Kiedy tylko się oddaliła, powiadomiła o wszystkim policję. Funkcjonariusze przejrzeli monitoring zainstalowany pod sklepem i zobaczyli, że ci sami mężczyźni majstrowali coś w samochodzie kobiety podczas jej nieobecności.

Udostępnij to, aby ostrzec rodzinę i znajomych!

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Zostaw swój komentarz