Nigdy nie daruję sobie, że nie udało mi się uratować moich synków. Może gdybym obudziła się wcześniej, może gdybym nie otwierała okna, może… Gdyby nie Inka nie miałabym po co żyć – Justyna Sudomir (35 l.) z Gdańska tuli małą córeczkę. Tylko one ocalały z potwornej pożogi. Ich dom stanął w płomieniach nad ranem 30 września. Poddasze spłonęło błyskawicznie. Kobieta z córeczką ratowały się skacząc z okna. Obie są w szpitalu. Bardzo potrzebują pomocy. Olaf ( † 8 l.) i Natanek († 2,9 mies.) zginęli w płomieniach.

Była kompletna cisza, nie krzyczeli, chłopcy nie wzywali pomocy, po prostu spali, ten ogień zastał ich w łóżeczkach, tam ich znaleziono, nawet nie próbowali uciekać – nie kryje rozpaczy pani Justyna. – Wiem, że najgorsze przede mną. Pogrzeb uzmysłowi mi to, co się stało. Chcę ich godnie pożegnać. Tylko to mogę teraz dla nich zrobić. Zabawki zabiorą do grobu… Chciałabym wrócić w to miejsce, w którym mieszkaliśmy, tam została część moich dzieci, tam będę z nimi.

Pani Justyna jest samotną matką. Wraz z trójką dzieci mieszkała w nowo wybudowanym domu na działkach przy ul. Kadetów w Gdańsku Matarni. Nie był to budynek murowany, ale zbudowany niewielkim kosztem dom z płyt. Wprowadzili się tutaj w czerwcu ubiegłego roku. Wierzyli, że tu będą szczęśliwi. Nic nie zapowiadało dramatu. Ale los z nich zadrwił… 29 września pani Justyna po raz ostatni położyła synków do łózek. Wszyscy spali na poddaszu domu. Kobieta w jednym pokoju z córeczką, a chłopcy w swoich pokojach. Gdy w domu rozgrywał się dramat, cała dzielnica jeszcze spała.

– Obudziłam się i zobaczyłam jasność bijącą z przedpokoju, myślałam, że coś Olafka obudziło, bo dwie noce wcześniej przestraszył się pająka, wstałam otworzyłam drzwi pokoju, a tam buchały płomienie, chwyciłam Ineczkę, która spała w łóżeczku, wychyliłam się przez okno i zrzuciłam ją na ziemię, chciałam jeszcze wrócić po chłopców, ale jak się odwróciłam to płomienie wdzierały się do mojego pokoju, odcięły mi do nich drogę – płacze pani Justyna. – To był wieczór jak co dzień, chłopcy poszli spać do swoich pokojów, nic szczególnego się nie wydarzyło, nie przeczuwałam, że widzę ich po raz ostatni…

Pani Justyna i mała Inka leżą w szpitalu w Gdańsku. Dziewczynka ma tylko niegroźne otarcia. W gorszym stanie jest jej mama. Ma poparzoną nogę, plecy, twarz i rękę. Pod opieka specjalistów ma zostać jeszcze co najmniej kilka dni.

Kobieta w domu na działkach mieszkała od nieco ponad roku. Z ojcem dzieci rozstała się jakiś czas temu. Było im tam dobrze, dopiero kończyli budowę. Nie starali się o mieszkanie komunalne. – Sądziłam, że innym będzie to bardziej potrzebne, my sobie radziliśmy – opowiada gdańszczanka. 11 września Olaf obchodził 8 urodziny, właśnie poszedł do II klasy, cieszył się na szkolną wycieczkę, marzył, że w przyszłości zostanie youtuberem. Natan w grudniu skończyłby 3 latka. Był żywym srebrem.

Dlaczego doszło do tragedii? Śledczy podejrzewają zwarcie instalacji elektrycznej albo nieszczelność komina. – Przeprowadzona została sekcja zwłok dzieci i powołany został biegły z zakresu pożarnictwa – podkreśla prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. – Na odpowiedź, co było przyczyną tragedii, trzeba będzie poczekać do zakończenia specjalistycznej ekspertyzy.

Pogrzeb chłopców ma się odbyć w przyszłym tygodniu.

Przyjaciele kobiety uruchomili specjalną zbiórkę pieniędzy na odbudowę domu dla pani Justyny i jej córeczki Inki. Wierzą, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał pomóc w odbudowie domu. Ale to niejedyna tragedia, która dotknęła tę rodzinę. Córeczka pani Justyny nie słyszy, słuch straciła po tym jak zachorowała na zapalenie opon mózgowych, potrzebne są także pieniądze na jej rehabilitację. Pomóc można pod tym linkiem.

Także burmistrz Żukowa i prezydent Gdańska organizują zbiórkę pieniędzy. Każdy, kto chciałby pomóc poszkodowanej kobiecie, może wpłacać pieniądze na konto w Bank Millennium S.A  nr: 57 1160 2202 0000 0003 6122 9815 z dopiskiem: dla Pani Justyny Sudomir.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!