Nauczyciele pochwalili się jakie pensje dostali za czas strajku. Wielu jest zaskoczonych

Trwający 19 dni ogólnopolski protest w oświacie znacząco odbił się na wynagrodzeniach strajkujących. Choć pedagodzy liczyli się z tym, że za strajk będą musieli zapłacić, to kwoty potrąceń niejednokrotnie ich zaskoczyły. Jednak w opinii ekspertów istnieje szansa, że brakujące pieniądze powrócą na ich konta.

O tym, że samorządy mają obowiązek potrącić nauczycielom pensje za każdy dzień strajkowy, jeszcze przed rozpoczęciem protestu przypominało Ministerstwo Finansów. Z art. 23 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych wynika, że pracownik nie zachowuje prawa do wynagrodzenia w trakcie strajku, a pracodawca opłaca mu w tym czasie jedynie składkę emerytalną i zdrowotną.

A potrącenia są naprawdę duże. Z wyliczeń warszawskiego ratusza wynika, że każdy tydzień strajku kosztował nauczyciela stażystę ok. 700 złotych brutto, mianowanego – 900 zł, a dyplomowanego nawet 1,2 tys. złotych.

Tak uszczuplone pensje wpłynęły na konta strajkujących 2 maja. Od tego czasu w mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej głosów rozgoryczonych pedagogów, którzy ujawniają wysokość swoich wynagrodzeń. A kwoty są kuriozalne. „Dostałem 777 złotych wynagrodzenia. Ja się pytam gdzie jest dobro moich dzieci, mojej rodziny” – napisał jeden z nauczycieli na facebookowym profilu Protest z wykrzyknikiem.

Nauczycielka: „Dostałam dziś 355 zł pensji. Cisną mi się na usta same najgorsze słowa. (…) Mój wspaniały kraj traktuje nauczycieli jak tanią siłę roboczą”.

Czy nauczyciele odzyskają pieniądze za strajk?

W opinii dra hab. nauk prawnych UW Dawida Sześciło istnieje możliwość prawna, by strajkujący pedagodzy otrzymali brakujące kwoty wynagrodzeń. Wystarczy taką adnotację umieścić w porozumieniu zawartym między dyrektorem szkoły, a związkiem zawodowym, który organizował strajk. – Można zawrzeć takie porozumienie w trakcie lub na koniec sporu i uregulować w nim kwestię wypłaty wynagrodzenia – mówi dr Sześciło. 

I dodaje, że wszystko rozbija się o przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, które mówią jasno: na czas strajku pracownikom nie przysługuje prawo do wynagrodzenia.

– Ten przepis mówiąc w uproszczeniu oznacza, że nauczyciele nie mogą żądać wypłaty wynagrodzenia od pracodawcy. Jednak zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego porozumienia zawierane w czasie sporu zbiorowego czy też na jego zakończenie mogą przewidywać w tej kwestii odmienne rozwiązania czyli w tym wypadku wypłatę wynagrodzeń – tłumaczy ekspert.

W tej sprawie nie brakuje jednak głosów krytyki. Jak mówi dr Sześciło, ze strony regionalnych izb obrachunkowych i resortu finansów pojawiły się ostrzeżenia, że skorzystanie z prawa do wypłaty wynagrodzeń za okres strajku będzie traktowane jako nielegalne przez organy nadzoru samorządu.

Dlatego samorządy zdecydowały się na bezpieczniejsze rozwiązanie rekompensowania strat, które ponieśli nauczyciele w czasie strajku. Na przykład poprzez podwyższenie dodatków motywacyjnych i nagród. – Wyobraźmy sobie, że w danej gminie mamy dwie szkoły. Jedna z nich strajkuje, druga nie. W szkole, która strajkuje nauczyciele otrzymali istotnie wyższe dodatki czy nagrody niż w szkole, która nie uczestniczyła w strajku. Nauczyciele z tej właśnie szkoły mieliby poczucie, że zostali nierówno potraktowani przez władze samorządowe. I to pokazuje, że szukanie drogi poprzez wypłatę dodatków nie do końca pasuje do specyfiki problemu – tłumaczy dr Sześciło.

Dodaje: – Wypłata brakujących pieniędzy dla nauczycieli za czas strajku to kwestia odwagi ze strony dyrektorów szkół i samorządów, bo to z samorządów płyną wskazówki do dyrektorów szkół jak w tej sytuacji się zachować. Ja stoję na stanowisku, że te pieniądze za czas strajku można legalnie wypłacić.