Artur K. (40 l.), który z zimną krwią zabił narzeczoną Monikę K. († 35 l.) i jej synka Oskara († 3 l.), zaledwie miesiąc temu starał się o przedterminowe zwolnienie. Komisja penitencjarna uznała, że nie ma przeciwwskazań, by wypuścić go na wolność. – Uśpił czujności administracji więziennej i wykorzystał naiwności systemu – twierdzi Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa.

Artur K. w 2004 roku trafił do więzienia na 15 lat za to, że udusił swoją ówczesną dziewczynę. – Nie sprawiał problemów wychowawczych. W więzieniu skończył szkołę średnią, zdobył zawód, pracował, utrzymywał kontakt z rodziną, aktywnie uczestniczył w procesie resocjalizacji – mówi Faktowi ppłk Elżbieta Krakowska, rzecznik prasowy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

W 2016 roku za dobre sprawowanie Artur K. został przeniesiony do oddziału otwartego. Wtedy po raz pierwszy od 12 lat wyszedł na jednodniową przepustkę.

– Wykorzystał 90 zezwoleń na czasowe opuszczenie jednostki, zawsze meldował się wtedy we wskazanym komisariacie policji i terminowo wracał do więzienia – zapewnia ppłk Krakowska.

Kilka ostatnich przepustek Artur K. spędził z poznaną przez internet Moniką K. († 35 l.). 22 września para zamierzała wziąć ślub. Co się stało, że w minioną sobotę w mieszkaniu w śródmieściu Warszawy Artur K. popełnił zbrodnię?

– Ten człowiek mógł być chodzącą bombą i nie radził sobie z kontrolowaniem agresji. Pewnie doszło do jakiegoś konfliktu i zwyciężyła jego prawdziwa natura. Nie ma realnego monitorowania zachowania więźniów na przepustkach. Po powrocie więźniowie wypełniają ankiety, które potem telefonicznie są sprawdzane. To nie daje pełnego obrazu. Wiadomo przecież, że nikt z rodziny nie powie, ze coś było nie tak. W tym przypadku dziwna jest tak duża liczba przepustek w przeciągu tylko 3 lat – mówi były szef więziennictwa, Paweł Moczydłowski (65 l.).

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!