Niewyobrażalna tragedia. Tylko tak można określić to, co wydarzyło się w Darłówku. Morze porwało tam trójkę rodzeństwa – 11-letnią Zuzię, 13-letniego Kamila i 14-letniego Kacpra. W piątek, 17 sierpnia w Bałtyku odnaleziono ciało dziewczynki. To najprawdopodobniej poszukiwana 11-latka. Kilka dni wcześniej z wody wyciągnięto jej najstarszego brata. Chłopiec zmarł w szpitalu. Adwokat pogrążonych w rozpaczy rodziców chce, by prokuratura przyjrzała się działaniom ratowników, którzy pełnili dyżur na kąpielisku.

Rodzina przyjechała do Darłówka z wielkopolskich Sulmierzyc. To miały być upragnione wakacje nad morzem. 14 sierpnia rozegrał się horror. 11-letnia Zuzia, 13-letni Kamil i 14-letni Kacper bawili się w wodzie. Ich mama Anna opiekowała się 2-letnim Adasiem. Kobieta poszła z maluchem do toalety. Gdy wróciła, zorientowała się, że zniknęło troje jej dzieci. Tego dnia mocno wiało. Wzburzone morze porwało rodzeństwo. Rozpoczęły się poszukiwania dzieci. Z wody wyciągnięto 14-letniego Kacpra. Chłopiec trafił do szpitala. Choć lekarze walczyli o jego życie, byli bezsilni. Zmarł. W piątek, 17 sierpnia odnaleziono ciało dziewczynki. To najprawdopodobniej 11-letnia Zuzia. – Ktoś poinformował o dryfującym ciele. WOPR-owcy popłynęli na miejsce i ujawnili ciało dziewczynki – powiedziała Fakt24.pl sierż. Agnieszka Łukaszek, oficer prasowy komendy w Sławnie. Poszukiwania 13-letniego Kamila trwają.

Tragedia, do której doszło w Darłówku wstrząsnęła całym krajem. Burmistrz Sulmierzyc, z których pochodzi rodzina ogłosił piątek, 17 sierpnia dniem żałoby. Adwokat pogrążonych w rozpaczy rodziców złożył w prokuraturze w Koszalinie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. – Złożyłem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zobowiązane do pełnienia pieczy nad plażowiczami na tym feralnym kąpielisku w Darłówku. Rodzice dzieci mają wiele zastrzeżeń do akcji ratowniczej, która została podjęta. Zastrzeżenia te, opierając się na zaproponowanych dowodach zweryfikuje prokuratura – powiedział Paweł Zacharzewski. – Zawiadomienie to dotyczy narażenia na bezpośrednie ryzyko utraty zdrowia i życia, a w konsekwencji nieumyślne spowodowanie śmierci dzieci przez osoby, które pełniły dyżur ratowniczy w tym momencie na tym kąpielisku – dodał.

W mediach pojawiały się informacje, że rodzina wypoczywała na niestrzeżonej plaży. – Każdy, kto był na plaży w Darłówku, wie, że odległość między falochronem a najbliższym stanowiskiem ratownika, to niecałe 95 m. Dramat rozegrał się na tym dystansie. Czy to była plaża niestrzeżona czy strzeżona – to kwestia metrów – wyjaśnił mecenas. Co na to ratownicy? – Tam są znaki informujące, że jest całkowity zakaz wchodzenia do wody przy budowach hydrotechnicznych, a taką jest to molo. Odcinek 55 metrów plaży jest całkowicie wyłączony z użytkowania dla turystów – mówił „Wirtualnej Polsce” Sylwester Kowalski, szef ratowników w Darłówku. – Dzieci wpadły do wody poza terenem naszej jurysdykcji – dodał. – Wszystko, co można było zrobić zostało zrobione, nie ma super robotów, które mogły pomóc. Oczywiście, chciałoby się się spuścić wodę z Bałtyku i wyciągnąć dzieci, ale tak się nie da – powiedział portalowi Gazeta.pl Paweł Breszka, miejski radny z Darłowa, który był świadkiem akcji ratunkowej.

Jak podaje PAP, Prokuratura Rejonowa w Koszalinie prowadzi postępowanie w sprawie pod kątem narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia trojga dzieci przez osoby, na których ciążył obowiązek opieki nad nimi. Śledztwo dotyczyć będzie także nieumyślnego spowodowania śmierci dzieci. Za oba czyny grozi do 5 lat więzienia. Nikt nie usłyszał zarzutów. Kontynuowane są czynności mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Przesłuchano wielu świadków, w tym rodziców dzieci.

źródło:fakt.pl

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nas na Facebooku!